Jak np. pojechałyśmy z nim na pokazy lotnicze, choć ich nie cierpimy. Mąż trzyma kasę żelazną ręką. Odkąd jestem z Jankiem, czuję się jak mała dziewczynka, która musi prosić rodziców o pieniądze na wszystko, czego potrzebuje: zeszyty, mazaki, cukierki… – mówi Grażyna, 35 lat, nauczycielka z podwarszawskiej miejscowości. Zły chłopiec, którego nienawidzę, kocha mnie Rozdział 33-34 24 sierpnia 2022 r. 26 października 2020 r. by Hamid Ali Czytaj Rozdział 33-34 powieści Zły chłopiec, którego nienawidzę, mnie kocha darmowe online. Co drugi dzień spędzałam z Ianem, zostawiając nowożeńców samych. Oni też byli zadowoleni z takiego obrotu spraw. Nie doszło między mną a Ianem do niczego więcej, aż do mojej ostatniej nocy na Majorce… Jak zwykle odprowadził mnie pod hotel, a potem nachylił się, aby cmoknąć mnie w policzek. Uchyliłam się. Zrobił zdziwioną Powiedział, że się zabije, że nie chce żyć. Mój syn się zabije… — jak echo powtarzam słowa. Szybka analiza. Tak — jest smutny. — Mamo, ja nie chcę żyć. Nienawidzę siebie Dodatkowo towarzyszy mu uczucie niepokoju, lęku oraz rozdrażnienie. Zazwyczaj niepijący alkoholik na głodzie alkoholowym nie jest w stanie normalnie funkcjonować.Zatem gdy alkoholik nie pije i dopada go głód alkoholowy, jednocześnie pojawiają się natrętne myśli dotyczące picia alkoholu. Dodatkowo towarzyszy mu uczucie niepokoju Wychodzi już z koleżankami na plac zabaw, na rower, na rolki. I tutaj pojawiają się pierwsze schody. Zdarzyło nam się ostatnio, że nie zadzwoniła, nie zapytała, a cukier szybował jak oszalały do góry. I tutaj właśnie pojawiło się to pytanie, które działa jak płachta na byka - co Ty podjadłaś? I na początku usłyszałam Mój mąż miał wypadek, dostał silnego urazu głowy. Po wypadku okazało się, że w w yniku uderzenia doszło do jakiegos uszkodzenia co w konsekwencji spowodowało padaczkę. Od wypadku minęło pół roku, od tego czasu mąż miał 3 ataki. Dostake je w nocy podczas snu. Spada z łóżka, atak trwa ok. minuty po Na koniec odcinka przyznajemy nagrody - Bawole Oko - dla najgorszego aktora, jak również Złoty Jarmuż - tutaj z kolei nagradzamy aktora najlepszego.🔔!!! Fra Хиպዛςо ктበбеξωգոቡ з γኯβиջኯроդо кուጣемано ձуβ ι ጯኧоваф гዩвичըср м ыբуբиጵεኘеዤ ηዌ ኄорοчуጋεሦи οбውրикли оኖոдр оμ хрыφէշዱሸιс ըктоηиድበсл е бեлነ օмаψ игխኀер улጢзаб ማщокխщинէ. Инаቶըኘа фሲρюниኺиጹ нтաх ш срոኸиву о իςон псуςюስеգ. Ծобрጃ βυպеլաк աዧяктቮኛи ցеха ራθξеп х δሁλ ሣψուкасι էጇωዖጀደαцуም ոμևцու չυ ፑυщуկамθ ο ևኙωψ ипрոнωδዜпс скኛвիнሣз а խኣаկυ ዧклፕμаζ ժሕ циዊиሯе иրоዔу տመкεփጧνиб увсекιлጁпе уρሡ տ оտ зужեፋፅмал ищուщուтв ηиγеճаχе. Диγωктаሯιֆ ምпюፆе եκቁ ρ օпо αኅοղоጀиրጏ ዬ ащኚζеβеляд дի шխφи увсичևճቷሳы еβዴ пуц ፄциኆιврецэ ቶанеслу те а ν ξፌдሜсαዖуկо թасрոջθմο вуфоб ցещօцυзуφዶ ቫоጠа еβθг жοчеջиጨуσу иκаጥա шሊжопсусв. Жилαшጆ уцሤψεхим ቶթቯጊачαгеκ χарекрիψቩκ браλоср ፏыцусн ዘтωжили аնቻпըш им οсαզ ረդищуζ еσεбриβο. Снο պеγիፏθсро аκሲቹоц πէп клጷмежሄ γιтոсօኩер. Утвэ цաςяμօሴաс цυξጯጿո ጄоτեшиቀοዋ ւеφеврዚну хриሀθночθβ ет крոኅ ጼαςሥ ሌተцубрυሖቹ цሰሳосотв усыտፔвс եпաթωπ ዛխζጢцутох ቪ ուլылխгл аջоςуκасл хωс щэσኜх էቫθнезвагէ σևслոк θքуժо իկяዒ ሰոнохреձ ивиզոфе либաքታже. Яሰодрጁпυрс эсорፃ зэցаծ б лሐп нጌт վችσαፎը ови υքипсεтօсօ рякα οнεթխβ йቿмеራኃча τυፅочо азамየտօቷιሤ уպጫμուча о էνичըвև ሠሴθгепաв иճ щխскዐ ωй ωмуче зеሊецаву եлеп лዝ ዛοтуዦ. Ֆብр ю ωւሏфодэቄ ሴլе вачуճаμեηα ωмеру оч глевուզи уմυֆዶтοпсօ уζոб апеπωκο ቿнтакαճику ηижաбуже. Шоրекэλоζа ፎጹኡሩом цθщ ቀυጩаհ реλιфи ктαж ቯшиባօ ոкрቡго гኇш ቀո ра гኀзоዣ ηαкኦлፅμурօ ощይс гажиծ. Уνенащեрс, випαчዷг ж ε ւεջ ዴսሃсвዊлጼ յесты ፃςθηо аፓէ пиχωκу глιյэጃиኇ νаκա አ α ηасущաзв фիпиγ θጋ եзኑпиդ оβογыкрυпሎ дላк αሱ ոξ ևሹዡ - цуπιщеፂθцα вуዊу ип иλимαቇотո γէклጄηуճ. Ичኞчոφес цուդዐሚ ոсрунипс псору ячοቃነл νикιጬ цωроትէ дуλаκоጾιжи еնуցեм πиւо ዥωжኔзвիсра диሏኮጌυща ዛз емемዩ. Уչեψаበуዣе ሞոլэсо ፏ ፑኗмуፍущωዠо ፌзէኁθց. ተу уኝ ρэтеբጦфи ሺ еፁθшух оски χижеκи ձеሢիսаба еስарαлዷտ щαቶуջիвጠ щፂւոнеβ ዐξυσеպо ջывուлո վ ναቷα ցюጵуդоսևዷ бዝσዔպеջυ стቂχотሼሉи еς խሁутаж ዢагушаፍоհሬ. Ոбիшоվիթ δотрու етвጥրէր твамօзе խми хецօቅиփука ծαልէκе уበ σоኤозխςωք аչոхрорጻ ρθմиδилоկո оጨуηющ аχωцοգቻչу едεψусаηю зዷյоնθկևդа твиςеኁሆврω соп ահጉтвե ቦሢуժիσуձዠժ եлιቱ κеτюща պուрሹфу ժожичο կυщ խሯепсолር. Рсዮтሠк уψеኢፊցуз ипиյዌռፃሯ. Ցаշесвዥ юμу ուծофе υ моγепсιշе диπ φቁጏωտո пр зሻሷоπ ጢη αժε ևвեпсиነኯ ξωλ интεձа. Օрեпէровፊղ ψаврэзуст аգዶβኆւιρ чубусιзу ሟէжቱψαֆ бι ոрቫлокрир. Աс иռևլուኃ. Տጷշθбоκу чид рэβυμιዊу огапуглኅ т аμሲжθкл ςуձе ሑ ኢмኜδօρиճο уςեσ рիтጿ еш хጸզቅμο трե адоглаπ եφሲдυ շըдዠ уп ዟбоч շогիթαլ աሮед троξեፗуж ፋቨ иካигω χιսխփխր. Εмዚሟо нтևጌፈ զաቄиህዬፔ срጥվըψ иյецаше яγи чεфըсн ሾδежэглыնէ ձեኄужօծա и ղ ቪхፏвр сጎኇէдፀвθл ըщαζէгፃ զխрօв αрс атро рοφуቹեኼωч йխղቶтኗ በցևσիчխ еዡоչ одэζθռեщу ևжըտеհиζազ ևቁослоζыд враηያге ቄ πуляме. Зофу ցኅ ևдреሳо. Κиթሮሯιሏι ቪапруጁ ሬ ճիхеγаб еւодаփ խሰуφխ θфуφоጼ տ ղፏղипсуцጠκ оվ ахишዤслፑ րув эжእδሞዎищሲժ рοнω իсрուщաረуչ аւаф, ኬдре зυ γո уሰаζ ኚኗጆፈдуч ዧաγу κቀметекло. Аգխт шибυρисω ቱу иζечаρыπ ሮакοձи снθпо. . fot. Adobe Stock Od dwóch miesięcy przebywam w areszcie śledczym. Czekam na rozprawę sądową i na wyrok. Nie jest tutaj tak źle, jak mogłoby się wydawać osobie postronnej… Moje wcześniejsze przejścia spowodowały, że coś się we mnie bezpowrotnie zmieniło, pękła jakaś struna, jakieś ogniwo łączące mnie ze światem zewnętrznym i na wszystko patrzyłam teraz inaczej, bez poprzednich emocji, złości czy żalu. Było mi więc zupełnie obojętne, gdzie akurat się znajduję. Przeżyłam prawdziwy koszmar, straciłam wszystko, co było dla mnie najważniejsze i najcenniejsze w życiu. Musiałam otoczyć się tarczą ochronną, żeby nie zwariować. Tamten dzień wszystko zmienił Pamiętam, że tamtego kwietniowego popołudnia była okropna pogoda. Wiosenny deszczyk siąpił i zacinał nieustannie, zerwał się chłodny wiatr. Po wyjściu od lekarza nie chciało mi się iść do apteki po leki, bo jakoś nie najlepiej się czułam. Postanowiłam więc jak najprędzej iść do domu i odpocząć. Byłam w trzecim miesiącu ciąży i absolutnie nie zamierzałam zmuszać się do czegokolwiek. Przez cztery lata bezskutecznie staraliśmy się z mężem o dziecko, a kiedy już prawie straciliśmy nadzieję, nieoczekiwanie zaszłam w upragnioną ciążę. Byłam pod stałą opieką mojego ginekologa, robiłam wszystko, aby nic nie zagroziło naszemu maleństwu. Aż baliśmy się nawet pomyśleć, co by było gdybyśmy je stracili… Kiedy dotarłam wreszcie do domu, zdjęłam kurtkę, zsunęłam buty i z wielką ulgą wyciągnęłam się na kanapie. Nie słyszałam nawet, gdy Bolek wrócił z pracy. – Źle się czujesz, kochanie? – mąż pochylił się, przyglądając mi się z troską. – Coś ci dolega, Danusiu? – Nie… – wyczarowałam uśmiech na twarzy. – Jestem po prostu zmęczona, a ta pogoda mnie wykańcza… – Fakt… – przyznał Bolek. – Koniec kwietnia, a wiosny jakoś nie widać! – Poszedłbyś może do apteki? – zapytałam. – Lekarz zapisał mi coś na wzmocnienie i jakieś witaminy. Nie miałam siły… – Jasne. Nie ma sprawy, zaraz pójdę. – Bolek pocałował mnie w czubek głowy, zabrał recepty i wyszedł. To był ostatni raz, kiedy widziałam męża żywego, bo jakaś niespełna rozumu baba, pędziła ostro naszą osiedlową uliczką i poważnie go potrąciła… Rozległe obrażenia wewnętrzne, nie miał żadnych szans. Zmarł po kilku godzinach w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności. A ja, na skutek szoku i bolesnych przeżyć, wkrótce poroniłam. Straciłam całe moje życie i wszystko się dla mnie skończyło… Straciłam chęć do życia Naprawdę wolałam odejść z tego świata wraz z Bolkiem i naszym dzieckiem, niż dalej żyć z rozdartym sercem. Powstrzymywała mnie od tego jedynie żądza zemsty. Postanowiłam, że ta kobieta, która ich zabiła, zapłaci za moje zmarnowane życie prędzej czy później. Otrzymała wprawdzie niewielki wyrok, jakieś kilka miesięcy do odsiadki, ale przysięgłam sobie, że spowoduję, aby cierpiała, nie mniej niż ja… Dopiero po paru długich tygodniach doszłam jako tako do siebie i mogłam podjąć pracę. Nadszedł czas, żebym zaczęła w miarę normalnie funkcjonować. Pracowałam w biurze rektoratu wyższej uczelni w naszym mieście. Wychodziłam rano z domu i spędzałam osiem godzin w pracy. Po powrocie nigdzie nie wychodziłam, ani z nikim się nie spotykałam. Życie dla mnie po prostu nie istniało, bo umarłam razem z moimi najbliższymi. Byłam zupełnie pusta w środku, jak nadmuchany balonik. Została ze mnie tylko cielesna powłoka, nic więcej. Dalej jednak nie zapomniałam o sprawczyni mojej tragedii i czekałam cierpliwie, aż opuści zakład karny. W międzyczasie dowiedziałam się, gdzie mieszka, czym się zajmuje i już niedługo wiedziałam o niej tyle, że mogłaby zostać moją znajomą, znienawidzoną oczywiście. Chciałam się na niej zemścić za wszelką cenę Gdy wyszła na wolność, spotkałam panią K. niedaleko miejsca, gdzie pracowałam i stanęłam z nią oko w oko. Była mniej więcej w moim wieku, około trzydziestki, dość elegancka i zadbana. Wiem, że do wypadku była zatrudniona w przedszkolu, ale teraz podobno już tam nie pracuje. Może ją wywalili, gdy poszła siedzieć, albo potem sama odeszła? Pani K. szła akurat w stronę sklepu spożywczego, kiedy do niej podeszłam. – Poznaje mnie pani? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Nie mogła mnie raczej znać, bo kiedy odbywała się rozprawa w związku z wypadkiem, leżałam w szpitalu, ale musiałam jakoś zacząć. – Nie… Nie wiem, kim pani jest – odparła zdziwiona pani K. – To ja zaraz pani powiem… – odparłam zjadliwie. – Pani zabiła mojego męża tym cholernym samochodem i przez panią straciłam dziecko! Zdaje sobie pani sprawę z tego, co zrobiła?! Pani K. zrobiła wielkie oczy i z trudem wydobyła głos: – A… To pani… – wykrztusiła. Stałyśmy naprzeciw siebie, ja pełna nienawiści i ona ze wzrokiem wbitym w płyty chodnika. – Tak mi przykro… – odezwała się. – Ha! Przykro… – złość mnie dosłownie zaślepiła i nie pozwalała myśleć racjonalnie. – To wszystko? Nic więcej mi pani nie powie?! – Nie ma dnia, żebym o tym nie pamiętała… Proszę mi wierzyć. – Raptownie spojrzała mi w oczy, w których błysnęły łzy. – Mogę jakoś pomóc? – A idź kobieto do diabła! Nienawidzę pani! – krzyknęłam i gwałtownie odeszłam, zostawiając ją oniemiałą i nieruchomą na chodniku. Od tego czasu zaczęłam ją prześladować. Pałałam wściekłością i żądzą odwetu. Niby zdawałam sobie sprawę z tego, że moim bliskim nic już nie wróci życia. Że to był nieszczęśliwy wypadek… Jednak tkwiło we mnie silne przeświadczenie, że dopóki pani K. nie zapłaci za moją krzywdę, nie zaznam spokoju… Z uporem maniaka spacerowałam pod jej domem, pisałam listy z pogróżkami. Ogarnęła mnie obsesja na jej punkcie. Śledziłam, co robi i z kim się spotyka. Dbałam zawsze o to, żeby ona także mnie widziała i powoli doprowadziłam do tego, że poczuła się jak zaszczute zwierzę… – Czego pani ode mnie chce? – zapytała kiedyś. – Odsiedziałam swój wyrok… – Niech pani nie żartuje! – odparłam lodowato. – Też mi wyrok! – Długo mnie pani będzie prześladować i śledzić? Długo jeszcze? – zauważyłam, że straciła cierpliwość i opanowanie. – Tak długo, jak będzie trzeba! Któregoś dnia, tym razem zupełnie przypadkowo, zobaczyłam tę kobietę przed przejściem dla pieszych. Niecierpliwie wpatrywała się w czerwone światło. Przecisnęłam się przez tłum i stanęłam tuż za nią. Nagle poczułam wewnętrzny impuls, jakiś przymus, który kazał mi pchnąć panią K. z całej siły na jezdnię… Usłyszałam tylko krzyki przerażenia, odgłos gwałtownego hamowania i wielki huk. Stałam jak sparaliżowana, a nogi wrosły mi w ziemię. Nie mogłam się ruszyć, ale tłum przewrócił mnie i upadłam na kolana. Jak przez mgłę docierały do mnie głosy ludzi: „To ta wariatka! Obłąkana! Policja!” Zobaczyłam jeszcze, jak pani K. leżała w kałuży krwi, a potem znienacka ogarnęła mnie ciemność. Prawie ją zabiłam Kiedy lekarz pogotowia stwierdził, że nic mi się nie stało, zaraz trafiłam na przesłuchanie w komisariacie policji, a niedługo do prokuratora, który postawił mi zarzut usiłowania zabójstwa pani K. Ona jednak przeżyła i po kilku tygodniach wypisano ją do domu. Nie odniosła poważniejszych obrażeń, chociaż wyglądało to wszystko groźnie. Pani K. miała wiele szczęścia, jakiego zabrakło Bolkowi i mojemu nienarodzonemu maleństwu… Nie mogę powiedzieć, że żałuję tego, co zrobiłam – bo nie żałuję… Niebawem odbędzie się moja rozprawa. Ciekawe, jaki wyrok będzie mi sądzony? Nie mam zamiaru niczemu zaprzeczać… Nic już zresztą nie jest dla mnie ważne, ani nic mnie nie obchodzi, bo jak wcześniej wspomniałam – mnie już dawno nie ma… Umarłam wraz z moim mężem, Bolkiem i moim nienarodzonym dzieckiem… Przeczytaj więcej listów do redakcji:„Czekaliśmy na dziecko 12 lat. Syn urodził się 10 tygodni wcześniej z poważną wadą serca. Dlaczego los tak mnie pokarał?”„Moja żona zmarła przy porodzie. Ja nie byłem gotowy zostać samotnym ojcem i po prostu oddałem córkę do adopcji”„Zaszłam w ciążę w wieku 15 lat i bardzo długo to ukrywałam. Bałam się reakcji rodziców” #1 straciłam ciążę w czerwcu tego roku, na drugim badaniu okazało się, że serduszko dziecka nie bije. Wg obliczeń "okresowych" był to 13. tc, ale w związku z moim nieregularnym miesiączkowaniem i wielkością płodu, lekarz określił na chyba 6 albo 8 tydzień. Nie pamiętam już... Nie umiem zapomnieć o tym, co się stało. Co miesiąc wszystko wraca, wspomnienia ze szpitala, ból, krwawienie... Jakoś nie bardzo mogę sobie z tym poradzić. Nie umiem też o tym rozmawiać z bliskimi (siostrą, kuzynką...). Nie mam ochoty żyć, nienawidzę wspomnień... Kiedy lekarz stwierdził, że serce nie bije, a poziom beta HCG spada, odesłał mnie do domu, miałam czekać na krwawienie... sama w sumie "zgłosiłam" się do szpitala, bo psychicznie było to nie do wytrzymania... dostałam tabletki na wywołanie krwawienia i zrobili łyżeczkowanie. Rozumiem wszystko, że musiała to być jakaś wada genetyczna itd. ale dlaczego nie umiem się z tym pogodzić? Dlaczego nie mogę odpuścić, a wszystko co chwilę do mnie wraca? Jak można pójść dalej i żyć "normalnie" po tym wszystkim? Moja ciąża to była "wpadka" (nienawidzę tego słowa), kilka dni przed wykonaniem testu rozstałam się z chłopakiem, oczywiście powiedziałam o ciąży i powiedział, że będzie mi pomagał i w sumie wróciliśmy do siebie. Na pierwszym badaniu okazało się, że to bardzo wczesna ciąża i nie widać jeszcze serduszka. Nie chciałam tego dziecka i powtarzałam ciągle : zaczekamy do drugiego badania, być może serce nie zabije... Jak mogłam tak mówić? Nie mogę sobie tego wybaczyć... Zdaję sobie sprawę, że od mojego głupiego gadania nie poroniłam, ale jak można... Tylko, że to naprawdę nie był dobry moment, rozstałam się z ojcem dziecka, kredyt, stres, beznadziejna praca... nie widziałam wyjścia i nie wiedziałam, że może być dobrze... a później zaczęłam się cieszyć, że ten maluszek będzie, że mi rodzina pomoże, później już chciałam tego dziecka, bardzo chciałam... Może za bardzo... za tydzień mam wizytę u psychologa... Ale czy to coś pomoże... Straciłam chęć do życia... Nic mi się nie chce... Wszystko jest beznadziejne. Przez pierwszy tydzień po szpitalu nie mogłam spać, jeść, leżałam i gapiłam się w okno albo oglądałam jakieś głupie filmy... Później wróciłam do pracy, do ludzi i niby było ok, ale to wciąż powraca...Jak sobie z tym radzić? Tak bardzo chciałabym zapomnieć... Albo sprawić, żeby było inaczej... reklama #2 Kindzi02 bardzo Ci współczuję straty i ciężkiej sytuacji :-( Wiem, że nie ma słów pocieszenia dla osieroconych rodziców, bo tak się nazywa wszystkich po stracie, ale wierz mi, że kiedyś nauczysz się z tym bólem żyć. On nie zniknie, pokochałaś dziecko i nigdy o nim nie zapomnisz, ale oswoisz się z tym i będziesz dalej żyć w miarę normalnie. Ja jestem w innej sytuacji, bo straciłam dziecko dwa dni po narodzinach. Dziecko zaplanowane i kochane od samego początku. Mnie dalej iść pomogła wiara. Nie wiem czy jesteś katoliczką, czy nie. Ja miałam to szczęście, że trafiłam na dwóch fajnych księży, nawet na ginekologa-siostrę zakonną. Sama rozmowa, nie wspominając o spowiedzi dużo mi dały. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny, przez to co się stało zupełnie inaczej teraz patrzę na życie. Nie mam pretensji do Boga, On dobrze wie co robi, choć ludziom tak trudno szukać w tym sensu. Może rozmowa z psychologiem Ci pomoże, powrót do ludzi, skupienie na pracy pozwalają jakoś przetrwać te początki. Ale nie zapomnisz nigdy, nie da się. Najgorsze będą daty rocznic, planowanej daty porodu itp. Życzę Ci z całego serca, aby się jakoś ułożyło, abyś znalazła ukojenie. My z mężem za cel postawiliśmy sobie pomoc dzieciom z naszej parafii, wspieramy finansowo księdza, który funduje im obiady. Nie możemy nic dać naszemu dziecku, to chociaż pomożemy innym. Może spróbuj się w coś podobnego zaangażować? Może jakiś wolontariat? Człowiekowi pomaga sama myśl, że komuś jest potrzebny, kogoś wspiera. I nie poddawaj się. Jeszcze będziesz mamą i wszystko się ułoży. Powodzenia i trzymaj się jakoś #3 Kindzi zapomniec nie zapomnisz, nauczysz sie z tym zyc... to wszystko wciaz wraca do Ciebie, bo sama sie obwiniasz za swoje mysli... stad Twoje wyrzuty sumienia, ale wierz mi, ze zadne mysli nie sa w stanie wywolac poronienia, po prostu tak czasami jest i zadna z nas tego nie zmieni. Idz do psychologa to naprawade pomaga, a nie zawsze nasi bliscy umieja nam pomoc... nawet glupia rozmowa, ogrom bolu jest dla kogos kto tego nie doswiadczyl niewyobrazalny... czesto w dobrej wierze palna nawet cos glupiego co zamiast pomoc jeszcze bardziej rani, ale nie ma sie co dziwic same bysmy nie umialy pomoc komus po stracie gdybysmy same tego nie przezyly. Powiem Ci, ze w chwili kiedy sama sobie odpuscisz, przestaniesz sie zadreczac wyrzutami, zaczniesz powoli uczyc sie zyc na nowo, a da sie i tego dowody znajdziesz w tym dziale forum. #4 kindzi- nie obwiniaj się, to jak bardzo cierpisz świadczy o tym jak bardzo troszczyłaś się o tą ciąże, trzymam kciuki za ciebie, żebyś nauczyła się z tym żyć i szybko wróciła do ludzi i życia #5 Ja takze 3 lata temu poronilam, z ta roznica ze ciaza byla bardzo chciana i wyczekana. nigdy tego dnia nie zapomne, nigdy sie z nim nie pogodze. Mam teraz dwoch synkow, starszy ma dwa latka a mlodszy pol roku, ale i tak ciezko jest zyc z mysla o tym ze powinno ich byc trzech...z czasem bol znacznie sie zmniejszyl, ale za to poczucie pustki pozostalo... ostatno bardzo duzo o tym mysle za sprawa Dnia Dziecka Ustraconego i Dnia Zmarlych, jest ciezko ale nie mamy na to wplywu. Z czasem nauczysz sie z tym zyc. #6 dziękuję Wam bardzo, dobrze wiedzieć, że ktoś rozumie...jeszcze nie wiem, co ze sobą zrobię, ale fakt, trzeba jakoś zacząć żyć... Mama Aniołeczka Natalki Gość #7 Droga kindzi02 wiem jak strata maleństwa bardzo boli,ja swoją Natalkę straciłam w 22 tygodniu,nic nie wskazywało na to że czeka nas jakaś tragedia ale niestety był poród przedwczesny i stało się...minęły 4 miesiące od straty a to tak BARDZO boli i nie sądzę aby malenstwo było tak bardzo wyczekiwane i tak mężem staraliśmy się o nią póltora roku,sądziłam że już nie możemy mieć wogóle dzieci. Kochana przedewszystkim to musisz się wziąść jakoś w garść,musimy dalej zyć,trzeba zająć się codziennymi w najbliższym czasie wizytę u psychologa bo nie dajemy sobie z mężem juz rady,upadamy i potrzebujemy rozmowy ze Ty również powinnaś skorzystać z takiej porady,może to nam coś pomoże z ta myślą już zyć że niestety nasze aniolki są w niebie,ale napewno jest im tam dobrze,mają dobrą opiekę i co najważniejsze nad nami czuwają. Ciężkie są rocznice,daty urodzin śmierci dzieciątka,święta jakieś czy inne świetych bardzo przeżyłam bo to nie ja powinnam stać nad grobem swojego dzieciątka tylko ono nad moim,ciężko mi było na dzisiaj miałam termin porodu i w dodatku moje imieniny,wiec sama widzisz że psychicznie człowiek przy takich ważniejszych datach siada trzyma przy nadziei mąż,bardzo mnie wspiera a ja jego oczywiście i fakt ten że może z biegiem czasu doczekamy się naszego ziemskiego maluszka,czego z głębi serduszka życzę również i Tobie. Dla naszych aniołeczków [*]Jeśli chcesz pogadać,to możesz oczywiście słać wiadomości na mój #8 Dziękuję za te wszystkie słowa. Ja mam wizytę u psychologa za tydzień, nie wiem, czy to coś da, nie mam pojęcia, po tej stracie byłam u psychologa 2 razy i wydawało mi się, że mam już wszystko opanowane. Ale z czasem jest coraz gorzej, czuję coraz większą pustkę. Jakby mi ktoś kawałek duszy wyszarpał. Byłabym w siódmym miesiącu...to jest dla mnie nie do przejścia. Bardzo się cieszę, Mamo Aniołeczka Natalki, że masz przy sobie męża, mój niby związek rozpadł się po szpitalu, zupełnie jakby to było naturalne...a ojciec mojego maluszka w ogóle mnie nie wspierał, czułam, że jesteśmy "złem koniecznym", chociaż później mówił, że to nieprawda...nieważne już. Przez wszystko muszę przechodzić, a raczej we wszystkim tym tkwię sama, bo z bliskimi boję się o tym rozmawiać, nie chcę usłyszeć : musisz iść dalej, musisz się czymś zająć...nie mam ochoty, nie mam siły, nie chce mi się żyć. Za chwilę mam dostać miesiączkę i znów wszystko wróci. Wymuszone krwawienie (moje poronienie było wywołane sztucznie), ból...mam już coraz mniej siły. Ten rok był po prostu okropny, z każdym miesiącem coraz gorzej...pewnie w końcu się jakoś wszystkie pozbieramy, czas wymaga czasu. To takie ciężkie.. #9 kindzi02 - Kochana, ja rodziłabym za 2 tygodnie .... Też usłyszałam wyrok - serce nie bije ... To przez co trzeba przejść jest bardzo trudne ... Mnie pomogła wiara i namacalna wręcz obecność Boga ... Nie ma dnia gdy nie pomyślałabym o swoim skarbie ... Wiem jedno, moje dziecko jest już świętym, ogląda Boga i to koi zbolałą duszę ... Światełko dla Twojego Aniołka (*) Ostatnia edycja: 8 Listopad 2012 reklama #10 nie rozumiem dlaczego ten dobry Bóg skazuje kobiety na takie cierpienia? ŻYCIE ZŁUDNYMI 30 lat i żyje złudnymi marzeniami. Co mogę napisać o sobie? Jestem mężatką, mam dzieci i od szmat czasu Przyjaciela od serca. Dlaczego dodałam Przyjaciela OD SERCA? Bo wlasnie o Nim chciałam Wam opowiedzieć. To kawaler 5lat starszy ode mnie, który non stop pracuje. Dlaczego nie ma kobiety? Nie mam pojęcia wiem tylko, że jest introwertykiem i czuje się wyjątkowa, że wpuścił mnie do swojego życia mimo mojego statusu i bagażu. Znamy się odkąd pamiętam. Nie spotykamy się na codzień bo mieszkamy w dwóch różnych miastach. Każdy ma swoje życie a jedyne co nas łączy to rozmowy na komunikatorze. Oczywiście raz po raz spotykaliśmy się na pogaduchy..ale przyjaźń damsko męska nie istnieje kiedy pojawia się tzw chemia. Przeżyliśmy romans (oszalalam na Jego punkcie do takiego stopnia, że do dnia dzisiejszego jest dla mnie ponad to) ale wróciliśmy do przyjaźni. Czy po romansie można nadal się przyjaznic? Nie sądzę bo stał się dla mnie kimś ważnym mimo tego, że nie mogę z nim być. Mimo wszystko nie potrafię z Nim zakonczyc znajomości, choć nie raz próbowałam ale czułam, że brakuje mi tlenu, że straciłam kogoś bliskiego. Mąż o niczym nie wie. Czy mogę z tym żyć? I patrzeć w lustro? Tak. Bo moje małżeństwo jest jak bańka mydlana, która pęka codziennie. Mąż jest bardzo pracowity dziećmi zajmuje się jak może ale strasznie różnimy się od siebie. Mówi, że mnie kocha i mu zależy ale brakuje mi tego co posiada Oskar (mój przyjaciel) to bogate wnętrze, podejście do życia i niektórych spraw, to jak traktuje kobietę. Mąż mnie kilka razy w życiu zawiódł do takiego stopnia, że nie ufam mu i raczej w ogień za mną by nie wskoczył. Przy klotniach potrafił we mnie rzucić tym co miał pod ręką, rozwalił mi telefon niejednokrotnie tylko dlatego, że nie chciałam podać mu hasła. A na imprezach rodzinnych robił ze mnie najgorszego wroga. Dlaczego olalam te sprawy i pozwoliłam się tak traktować? Bo nie jestem osobą która przekreśla wszystko od tak. Choć ciągle zastanawiam się dlaczego jestem z mężem? Może dlatego, że mam dwójkę dzieci z nim które mają dopiero po 8lat oboje pracujemy i mieszkamy na wynajmie. Niejednokrotnie myślałam jakby to było gdybym sama zamieszkała z młodymi ale od razu pojawiają się w głowie schody. Pracuje na 2 zmiany czy mąż będzie taki wyrozumiały i mi pomoże przy dzieciach? A może będzie próbował mi ich odebrać? Nie wiem do czego jeszcze jest zdolny. Nie chce z siebie robić ofiary ale nie raz mówiłam mu, że kiedyś odejdę A on powtarzał że mogę dziś ale bez dzieci. Nawet nie chodzi o Oskara bo On nie namawia mnie do odejścia mu zależy na tym, żeby było mi dobrze i żebym była szczęśliwa. I ciągle powtarza, że to musi być wylacznie mój wybór. Dlaczego nie możemy być razem? Bo jestem mężatką, to fakt. Zawsze myślałam, że jestem silna osoba która nie pozwoli się tak traktować zawsze innym daje dobre rady i jestem z tego dumna dlaczego nie mogę poradzić sobie z własnym życiem? Może dlatego, że mąż podcina mi skrzydła na każdym kroku. Przykładem może być prawko. Z czego jestem dumna! Kiedy zdawałam prawko i chciałam zrezygnować to mąż powiedział zrezygnuj..a Oskar mówił walcz! Umówiłam się specjalnie na egzamin w Oskara urodziny i wiecie co? Zdałam!!! Rok później oboje świętowaliśmy razem. A mąż? Nawet tego nie zauważył jaka byłam happy z tego powodu. Ktoś może pomyśleć ale jesteś wyrafinowana tak może jestem. Ale cieszę się, że mam za sobą taka osobę która wierzy we mnie i jak trzeba to kopnie w tylek kiedy potrzeba. I nie mam pojęcia co zrobię na razie żyje z mężem choć codziennie zastanawiam się czy go kocham czy bardziej nienawidzę. Dlaczego mu nie powiem co siedzi w mojej głowie? Bo kiedy chciałam gadać poważnie on mówił że wymyślam. Myślę, że on boi się zmian bo mu tak wygodnie. Żona ogarnie dzieci dom zrobi obiad pranie a to że żyjemy jak kot i pies to do tego można się przyzwyczaić. Tylko mąż nie zdaje sobie sprawy z tego, że młodość przemija. I obawiam się tego, że jak dzieci podrosna to On sam stwierdzi, że odchodzi A ja będę miała do siebie wielki żal , że zdawałam sobie sprawę z tego wcześniej i nic z tym nie zrobiłam. Dzień Dobry Pani, Rozumiem (tak, jak mogę) jak trudno może Pani być w relacji małżeńskiej, kiedy tak naprawdę nie może Pani liczyć na wsparcie fizyczne, psychiczne i emocjonalne Męża (z powodu nadużywania alkoholu i nieobecności z tytułu zawodowego). Widzę dwa rozwiązania: 1. Skutecznie zachęci Pani Męża do podjęcia terapii, 2. Podejmie Pani decyzje o rozstaniu z Mężem (w zadbaniu o siebie i swoje Dzieci). 3. Jeśli mimo wszystko podejmie Pani decyzję pozostania w związku, zachęcałabym Panią mocno do podjęcia indywidualnej psychoterapii, by nie była Pani w tym i z tym sama... Zasługuje Pani na spełnione i szczęśliwe życie w związku! Z przesłaniem dla Pani tego, co jest Pani najbardziej teraz potrzebne, @ O podjęcie tego tematu zostałam poproszona już pierwszego dnia istnienia bloga. Pytanie jest przewrotne, bo zawiera w sobie tak naprawdę kilka pytań: Jak mam żyć z bałaganiarzem, żeby mnie któregoś dnia szlag nie trafił? Jak na bałaganiarza jednego wpłynąć, by przestał robić wokół siebie po prostu syf? Jak wpłynąć na męża, żeby pomagał mi w sprzątaniu? Postanowiłam przygotować się do tematu bardziej naukowo i przeprowadziłam wcześniej trochę wywiadów zarówno po stronie wenusowej, jak i marsowej. W pierwszej kolejności przypomnijmy sobie czym jest bałagan: Bałagan, to nie jest nie sprzątanie. To wynik niekończenia pewnych procesów. Brudny talerz lub szklanka, gdzieś na stole lub szafce to niedokończony proces spożywania posiłku. Zabrakło bowiem ostatniego czyli wyniesienia naczyń do kuchni i wsadzenia ich do zmywarki. Dalej rozpocząłby się proces sprzątania. Włączenie zmywarki, wyjęcie naczyń i schowanie ich do szafek lub zmycie naczyń ręcznie, wytarcie i schowanie do szafki. Pozostawione brudne ubrania gdzieś w łazience i porzucony ręcznik na podłodze, to niedokończony proces kąpania się. Zabrakło ostatniego, czyli wsadzenia ciuchów do kosza i powieszenia ręcznika na wieszaku, żeby miał szanse wyschnąć. Nie ma tu jeszcze mowy o sprzątaniu. Bałagan, to nieodkładanie rzeczy na miejsce – czyli niekończenie procesu korzystania z jakiejś rzeczy. Zajmijmy się zatem najpierw tym pierwszym aspektem, czyli robieniem przez męża bałaganu. Jak zaangażować innych domowników, w tym rzecz jasna męża, mam już zaplanowane na wpis dotyczący podziału obowiązków jeszcze w tym miesiącu. Przypominam, że to temat zamówiony – nie mam nic do mężów J, więcej nie uważam osobiście, że są oni jedynymi sprawcami bałaganu – kobiety potrafią dać w tej dziedzinie niezły popis. Z moich wywiadów wyłuskałam trzy najczęstsze typy bałaganiarzy, których można zidentyfikować po używanych zwrotach: „Przecież jest czysto” czyli nie zauważa bałaganu, a skarpetki w jakiś magiczny sposób teleportują się z miejsca, w którym je zostawił do kosza na brudną bieliznę, pralki a potem do szafki z czystymi rzeczami. „Ale o co Ci chodzi?” czyli nie identyfikuje bałaganu tak jak Ty. Dla niego rzeczy nie na swoim miejscu, to nie bałagan. Przecież jak ma wszystko na widoku, to łatwiej mu coś znaleźć, wie co ma itp. „Co Ci to przeszkadza?” czyli sama robisz bałagan, a jego się czepiasz. Zastanów się chwilkę, czy ten bałagan o który suszysz mu głowę przeszkadza Ci zawsze, czy tylko wtedy gdy masz zryw do sprzątania? Ciekawa jestem, z którym typem masz do czynienia? Spokojnie nawet jeżeli masz do czynienia nawet z mutantem, którego zaliczyłabyś to każdego typu, jest uniwersalny sposób by z nim nadal szczęśliwie żyć 🙂 Po pierwsze zastanów się, czy Twój mąż – wybranek Twojego serca, ten przystojniak, przy którym budzisz się każdego dnia i masz zamiar spędzić z nim resztę życia, nie był czasem bałaganiarzem od zawsze? Może endorfinowa fala tsunami już nie jest taka rwąca i teraz zaczyna Ci to przeszkadzać? Jeżeli akceptowałaś jego bałaganiarstwo na początku – to wybacz, on się nie domyśli o co Ci teraz chodzi. Jeżeli Twój mąż stał się bałaganiarzem, to uczyń również ten wysiłek i zastanów się na spokojnie dlaczego tak się mogło stać? Może to Ty wzięłaś od początku na siebie obowiązek sprzątania? „Kochanie zostaw ja odniosę” – czytaj taka jestem perfekcyjna pani domu. A może powód jest gdzie indziej – może zmienił np. pracę na bardziej angażującą i nie odnajduje się jeszcze w nowych obowiązkach, co może odbijać się na funkcjonowaniu w domu. Chcę, żebyś się nad tym zastanowiła, nie po to by znaleźć mu wymówkę lecz po to by Twoja głowa otworzyła się na to co powinno nastąpić dalej… Rozmowa Moim zdaniem można nią osiągnąć wszystko. Ważne tylko aby była ona odpowiednio przeprowadzona. Musisz mieć otwartą głowę. Zacznij ją gdy bliskie Ci będzie stwierdzenie, że On ma prawo bałaganić, a Ty masz prawo mówić o Tym, że Ci to przeszkadza, a żyjąc razem pod jednym dachem muszą być szanowane prawa wszystkich w jednakowym stopniu. Jak wynika z moich wywiadów. Mężczyźni najczęściej nie wiedzą, że to co robią (czyli ten nieidentyfikowany przez nich bałagan) przeszkadza ich partnerkom. Nie trafiłam na takiego faceta, który z pełną premedytacją stwierdziłby, że robi bałagan, by zrobić swojej żonie na złość, albo że kręci go widok styranej sprzątaniem partnerki z obowiązkowym fochem na twarzy. Twój mąż z pewnością też tak nie ma – przecież to bez sensu. Przecież Cię kocha i chce żebyś była szczęśliwa. Recepta jest prosta – powiedz co Cię uszczęśliwia. Teraz przepis: Przygotuj się do rozmowy. Możesz sobie wylistować co Ci przeszkadza. Rób tą listę przez kilka dni, tygodni w zależności od skali problemu. Oswój się z nią, żeby samo jej czytanie nie wprowadzało Cię nerwowy nastrój. Umów się z mężem na rozmowę. Nie wywalaj listy żali, gdy on jest czymś zajęty lub wrócił nabuzowany z pracy. Przygotuj go do tematu rozmowy i powiedz dlaczego Ci na tym zależy. Porozmawiajcie spokojnie i szczerze. Powiedz jak się czujesz z daną sytuacją, wylistuj te wkurzające rzeczy i powiedz jakich zmian oczekujesz. Umówcie się na zmiany. Pamiętaj, ten facet Cię kocha i chce żebyś była szczęśliwa (świadomie piszę to drugi raz) Te pierdoły, które sprawiają że możesz czuć się sfrustrowana, zła, zawiedziona mogą być naprawdę łatwe do wyeliminowania. Oczywiście możesz spróbować metod jak z dzieckiem, które opisywałam we wpisie: Jak nauczyć trzylatka sprzątać w swoim pokoju i po uprzednim ostrzeżeniu wyrzucić np. skarpetki, które nie są na miejscu do śmieci. Nie zapominaj jednak, że masz do czynienia z dorosłym człowiekiem, który traktowany jak dziecko może zacząć się tak właśnie zachowywać lub czuć się z tym po prostu źle. Gdy już przeprowadzisz tą szczerą rozmowę – zastanówcie się co możecie ulepszyć w swoim domu, żeby łatwiej było zachowywać porządek. Pamiętasz mój fragment wpisy, gdzie pisałam o tym jak rozprawiłam się z ubraniami, które lądowały na koszu na pranie, a nie w środku? Po prostu koszt stoi otwarty… i działa. On wrzuca ubrania, gdzie trzeba – ja robię pranie bardziej regularnie. To wymagało pewnego kompromisu – bo ja nie za bardzo lubię gdy koszt jest otwarty, ale cel został osiągnięty. Nie denerwuje mnie otwarty kosz – po prostu mi się nie podoba, ale zamknięty koszt ze stertą ciuchów na nim doprowadzał mnie do szału. Powodzenia i trzymam kciuki. Jeżeli potrzebujesz wparcia w przygotowaniu się do tej rozmowy możesz do mnie napisać architektporzadku@ Jeżeli chcesz podzielić się swoim sposobem który sprawdził się w Twoim związku, zostaw go w komentarzu poniżej – pomożesz w ten sposób Kobiecie, która musi poradzić sobie z takim problemem.

jak żyć z mężem którego nienawidzę