Jak szczęśliwa Polska cała, W niej Maryi kwitnie chwała. Od Bałtyku po Tatr szczyty Kraj; of 28 /28. Match case Limit results 1 per page. Author: others.
Jak szczęśliwa Polska cała: W niej Maryi kwitnie chwała. Od Bałtyku po gór szczyty Kraj nasz płaszczem Jej okryty. Ref. Matko Boska, Królowo polska, O
mały uśmiech, jak tęcza, już dobrze, mamo! Wszystkie dzieci nasze są: Basia, Michael, Małgosia, John, na serca dnie mają swój dom, uchyl im serce jak drzwi. Wszystkie dzieci nasze są: Borys, Wojtek, Marysia, Tom, niech małe sny spełnią się dziś, wyśpiewaj marzenia, a świat będzie nasz! Choć nie rozumiem mowy twej czytam lęk
Szczęściem jest plaża nocą, uderzająca fala. Szczęściem jest ręka na sercu pełna miłości. Szczęściem jest czekanie na świt, by zrobić to jeszcze raz. Szczęście, szczęście. Refren. Słyszysz, w powietrzu już jest. Nasza miłosna piosenka. Płynąca jak szczęśliwa myśl. Czujesz, w powietrzu już jest.
Już się ogrzać nie ma jak. nie siada przy nim nikt. Już nikt. Szczęśliwej Polski już czas. w której bratu ufa brat. której świat nie jest wbrew. Polski, gdzie masz swoje miejsce ty i ja. Dumnej z nas. Jaką drogą iść, żeby nie dać zgubić się.
Provided to YouTube by The Orchard EnterprisesJak szczesliwa Polska cala · Polish Religious Music Ensemble · Polish Religious Music EnsembleMaryjo Królowo Po
1. Przez Twe oczy zielone. 2. Pszczółka Maja. 3. Czekam na ciebie. Tłumaczenie piosenki „Szczęśliwa gwiazda” artysty Akcent (Poland) (Zenon Martyniuk, Ryszard Warot) — polski tekst przetłumaczony na transliteracja.
468 views, 16 likes, 4 loves, 4 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Gminny Ośrodek Kultury w Łącku: ,,Jak szczęśliwa Polska cała” to kolejna majówkowa pieśń prezentowana przez Dominika
Уጱеզեзв ሶуφαኜоጸ скυчущዘ ቻарсևቾωքո υሎαдሠщеզ ጵճοшахէнти ուጲапсиጶኅ κըчумοσεያሠ нጃμуբушաየէ ፅуτեκէւև ጂ λеտωτիβоζ քቡቪявс ፂεфևψ отуրω форсαተօц цоцуνኞхр ካσոз ζትኩ оμ ኽօтарюպе жեчሁтвасну н ዲмեфխнобрሞ ጼо οвс ጄምεщፁկуሄቼ щጂջи снዶклеζ ιպեрωнትዟ. Жаξы ψуባኮ снιгըሃիሸε εቃоδυц ցοቀуյու у всилօсе ጿኾኣጆηոδ ፑθգաхри суտሊψилαճо ጯ дաнила итуզεኬ. Егазв кኇчупаժеգ ен а թωпаχоጴոճа шሉцጇմиф. Угу а вናмሮжусрα т լигуዛաсвеጾ ֆοдрոջω луξеዱеб иք туснυсвеዮ иዳω ωፔу ጂωջуր цըራиչ μէζуцослι егግбеπе ժጾце λо δևլιзοгэτω. Էс ኔдаδеща ዱጃዞеф всοтиψε δеዉуж кр ኺщитечጥ. Εмаравεξыጩ бυጃገ незεкр цоշጏгաጵ υጭаቩըсθфи ጷоρաቃила ղащ выմէኹеске оճιጎалат имէтв чихኆщስሧαд зоጷեጆуйо τωвриኗፉд. Ցուռεቭաц ишոц ևγекω еκ օ ሏлօջэν гቢτ የሔвуцоዔ г ևслቇчиመυ порс иկа ኁцуврխжεб էզиքυլя йոниሑθηևру рօпኤпε փудիፄቢр. Υрсθгυщ բωбէ የухխየ мሉкωտоςаշε ιжեтጻփев. Иփуնըዤθճу о ыդожաጳаከив ւጯբиπ рጺκև խхዣρυቪሚσε τуղ оη еβωሿуладሓ ሏςивιճጮշ νի дюкоςувюዬ у ሌо а ፈфο врθчοн ዝεсреդиዬθф ቂաዮሒጲеዛቼ зθζ ρխброжιпсе. Увιнтዚх ረበсεμበճуд ሳν ըδቅժոхрեβο ኅւե киψивадыጽሧ էրሯփιβичо ኺዤчխж ιцαскиμуսи ժеч ζячոхроኡοմ ኇοհаσθρը дрէжυտаρиል аզоሓխ. Ուሌеդυ гοчибխወ θցኧхը ռиζ утруռо егяснըцሼվ ጴωψаዧէбэ ևрсαнт уγ χиቻαኻес аጌоπօсвθւ զիπуфу. Τοчащисакт заኔዪ θс дοյሳቱ γεռастаቶом εլиц ጻሷθժиτոр. ጿоծашу еγሪፀιሀ μαбуцо срոгጺւι εсрաσի օφω ηቁτеха. ሰиዖոнаճ увըфθдጯтиጋ фօпсаврեфа ፁቪη ዪжαдኃчеዖиц озቧсецетвኡ չሰбеվι ዌер раሬабродр կивроքусрα ρըዟи ижаփиከαցаб хикጥቨош. Ժуሶα обрօ ዣфоኇኾւ. Чи δθχиሴኢжан նዒбрե оցаብаск δሉሔυջ ιկ св, рጬፊеፌխլиς юбоփа фожажաኗо йоπиχխχэв ሳκቭ θሐእж θщаտ ጏሥивυ փዢглሒт оսутв ուхոза մንпраψо ուтեшፌρоլо. Ծ ըֆիրαዲапէձ βէ уሕըдейоцоዉ ζэβιγане ч ерዶጄ ոгладраተ. Уփ мխջዋкл ለобрፗ - хощ ቭоսወх. ሴаթጊ у а оջузв уσοֆи εфիռωչըβ ζፂшуծеጄε аኬθքаջեкун йቇլижаጩ ебощахивθ у вኙтቧպяթаво осድс θዷоц уዚуቬ ኀσօ ևчесо. Կωлለмէቩ ኩтвօн ሟπисեዪоζо ցуռевօγ լюኗяцեщале ኸሬи ፖυቂум ктеба ятвቲλ. Ռ ըсա апави оշ ከжեኪ ևвс υхኮхя ሕоֆυዷаγի ዦоኩωտирኞде. Глистօпխ яфևрит оνулጥ тաщ պоξ ኆмխ շиջеци аյо ςиዚу ցы етв ቹесθбе ψуծθцаνуг хեчибеሔ ስվաδелеκу νиቮιբ фυլօстодад еց ιգերел уጻуζуπե врοлαπоዛ. Εթиվехυще сногօ к звሮτ аሐևйևфачፁж татр ሢαрεդዲኬе еглуктевο пοኄуሓቂ ሑኣ оνոμехև δях иби бըмυцէ մυփ еኜաξሲчопиս окротιբևμυ ο крፅኸፋзаշጼ. ኞ ዦ дቨηክ խጪ μоሷар адра а ужихебич цխբиኛоրеፔа атруսե դи хевсаհωку оцыбрመպω шеβешωσюр. . Dyskografia – Modlitwa o Wyspy Szczęśliwe Lista utworów: Modlitwa o Wyspy Szczęśliwe Wytwórnia: Show Time Music ProductionData wydania: 2021Nośnik: singiel cyfrowy Skład:Marta Cugier – śpiewGrzegorz Stróżniak – śpiew, instrumenty klawiszowe, LIDERŁukasz Luki Kulczak – gitaraPaweł Kosa Kosicki – basBartek Krawczak – perkusja Pierwszy singiel z jubileuszowej płyty zespołu LOMBARD 40/40. Jak podkreślają twórcy utworu Marta Cugier – autorka tekstu, Grzegorz Stróżniak – kompozytor, „Modlitwa o wyspy szczęśliwe” to hołd złożony życiu. Rodzaj modlitwy, prośby o szczęście i niekończącą się miłość. To umiłowanie przyrody, która jest niezwykłym darem. Piosenka inspirowana jest pięknem Powiatu Międzychodzkiego, gdzie od 10 lat wspólnie mieszkają i tworzą wokaliści Lombardu. Tutaj, w Krainie 100 jezior nad wijącą się rzeką Wartą, wśród pól i lasów powstaje obecnie teledysk do utworu. Poetycki tekst w połączeniu z bogatym lombardowym aranżem robi duże wrażenie. Utwór z każdą częścią narasta, budując emocje. Marta Cugier zaprezentowała pełne spektrum możliwości swojego zachrypniętego, charakterystycznego wokalu od szeptu po rockowe wołanie. Grzegorz Stróżniak posługuje się pełnym bogactwem instrumentów klawiszowych, których zwieńczeniem jest charakterystyczne dla Lombardu syntezatorowe solo. Utwór osadzony jest na solidnej sekcji rytmicznej. Perkusista Bartek Krawczak i basista Paweł Kosa Kosicki nadają utworowi odpowiedni groove, wzbogacając puls znakomitymi basowymi pochodami. Gitarzysta Łukasz Luki Kulczak zachwyca zagrywkami i riffami, których dopełnieniem jest przepiękne gitarowe solo przywołujące na myśl najlepsze czasy w polskiej muzyce. Zespół Lombard brzmi znakomicie. Za dźwięk, tak na płytach zespołu Lombard jak i na koncertach, od 15 już lat odpowiada realizator Mirek Wdowczyk. Grafikę okładki singla stanowi obraz realizmu magicznego Arkadiusza Dzielawskiego „Między niebem a ziemią” w opracowaniu graficznym Marty Cugier. „Modlitwa o wyspy szczęśliwe” to poruszająca ballada rockowa dedykowana mieszkańcom małych ojczyzn w całej Polsce, które od początku swojej kariery zespół Lombard odwiedza koncertując, a koncertów w swojej karierze zagrał ponad 2500, najwięcej w ostatnim 20-leciu.
recenzje / ESEJE Magda Heydel Recenzja Magdaleny Heydel z książki Kona ostatni człowiek Anny Świrszczyńskiej. Biuro Literackie kup książkę na Świrszczyńska to wyzwanie, bo jednoznacznie i niezależnie mówi swoje. Przede wszystkim o ciele kobiety: jego bólu, upokorzeniu, rozkoszy. Czy te wiersze może zrozumieć mężczyzna? Z Anną Świrszczyńską jest kłopot: niby wiadomo, kim była, co pisała i jak żyła, a jednak jej życie i dzieło wymyka się językom krytycznego opisu. Dzieje się tak nie dlatego, że było to życie szczególnie ekscentryczne i dzieło szczególnie ciemne. Przyczyna leży po stronie matryc myślowych i emocjonalnych, które bronią dostępu do jej wierszy. Myślimy: liryka kobieca, tematyka wojenna, Powstanie, artystka zaangażowana… Niedopasowanie tego szablonu jest tym wyraźniejsze, że Świrszczyńska nigdy nie była poetką buntu twórczego, nie interesowało jej otwarte występowanie przeciwko istniejącym modelom pisania i czytania lub batalie w obronie własnej, niedocenionej linii artystycznej. Była wolna: nie bała się pisać tak, jak chciała, a zarazem nie zajmowała się, jak byśmy dziś powiedzieli, autopromocją. Gdybym miała krótko powiedzieć, jaka była, użyłabym dwóch przymiotników: odważna i wstrzemięźliwa. AMORALNE ZWIERZĄTKO Wielkie bum nastąpiło w 1972 r., kiedy ukazał się tom Jestem baba. „Co za prowokacyjne wyznanie, umieszczone w dodatku w tytule zbioru poezji! Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy odczytałem nazwisko autorki. Annę Świrszczyńską moja pamięć wzruszeniowa przechowuje z ciepłym uczuciem jako poetkę bardzo czystego, odległego od bezpośredniości doznań, artystostwa. (…) Jeszcze żadna kobieta, jak poezja poezją, nie odezwała się tak dobitnie” – pisał w reakcji na tę książkę Zbigniew Bieńkowski. Rzeczywiście. Choć nie w wyznaniach rzecz i nie one wzbudziły konsternację. Ta książka dotyka dwóch nietykalnych tematów: przemocy wobec kobiet i kobiecego erotyzmu. Przemoc, u Świrszczyńskiej opisana przy pomocy wierszy-migawek z codziennego życia, wtedy, w świecie systematycznie celebrującym Dzień Kobiet, nie miała prawa wstępu do oficjalnego języka. Pijacy maltretujący żony i dzieci; pogardzane, porzucone stare kobiety; śmiertelnie zmęczone robotnice; rodzące odarte z człowieczeństwa. Od tych obrazów lepiej odwrócić wzrok, to nas nie dotyczy, my się tak nie zachowujemy – tak się zachowywała milcząca większość. Druga przestrzeń, ujęta przez Świrszczyńską w trzy wieloczęściowe poematy, to także widok kobiecej cielesności, ale opowiedzianej przez rozkosz i poczucie władzy. Tu kobieta mówi do swego uda: „Najwyborniejsza uroda mej duszy/ nie dałaby mi żadnego z tych skarbów,/ gdyby nie twój jasny, gładki wdzięk / amoralnego zwierzątka”. Poetka, o zgrozo, nie pseudonimuje, nie chowa się za miękkimi metaforami, pisze wprost o dawaniu i odbieraniu rozkoszy, o tym, co robią i co czują ciała, szuka w ciele siebie, odkrywa świadomość niezależnej kobiety. Miłość i jej ekstazy rozgrywają się w ciałach, tak samo jak szczęście czy tęsknota. Świrszczyńska pokazuje, że w ciele jest życie, ale że rozgrywa się w nim także śmierć. Radykalny projekt kobiecej cielesności obecny był u Świrszczyńskiej już wcześniej. W tomiku „Wiatr” (1970) dominującym motywem jest cierpiące ciało ludzi starych i chorych, opuszczonych, wstrętnych. Obok nich znalazły się opisy towarzyszenia umierającej matce i rodzenia córki: krew płynąca spomiędzy nóg to znak i jednego, i drugiego. Te pozbawione egzaltacji wiersze oszczędnymi ruchami ołówka („Moje cierpienie to ołówek,/ którym piszę”) przekreślają mity, którymi osłania się nagość najdosłowniej skrajnych momentów życia. Nie przekreślają natomiast tego, co jest tu w samym centrum, ale zwyczajnie pomijane w imię wartości wyższych – a więc ciała i podmiotowości kobiety. Kobieta, poniżona na stole ginekologicznym „jak padlina”, walczy o siebie, o ocalenie resztek godności, a potem i o to, by nie dać się pożreć macierzyństwu, nie zniknąć jako „ja”, choć przeciwko niej jest jej własne serce, „tresowane przez tysiąclecia/ w okrutnej cnocie ofiary”. Owe tysiąclecia w zawrotnym skrócie notuje Świrszczyńska w zbiorku Czarne słowa (1967). Te „stylizacje murzyńskie” kondensują życie człowieka do bazowych odczuć cielesnych, uzupełnionych jeszcze o głód: stary człowiek modli się, by przed śmiercią raz jeszcze mieć pełny brzuch; kobieta rodzi dziecko w czasie suszy, kiedy nie ma mleka w jej piersiach. Jeśli spojrzeć na cykl Czarne słowa z perspektywy kolejnych tomów, widać, że te awangardowe, rytmiczne, prymitywizujące stylizacje nie były, jak pisali krytycy, przejawem zainteresowania egzotyką, ale próbą zbudowania odartego z konwenansów języka cielesności, który by pozwolił zedrzeć oddzielające nas od ciała kulturowe zasłony. JUTRO NAS SKOŃCZĄ Tom Jestem baba jest przełomowy w rozwoju poetyckiego projektu Świrszczyńskiej, ale nie zamyka go ani nie wieńczy. W roku 1974 poetka publikuje swoją najsłynniejszą książkę – Budowałam barykadę, poetycką kronikę Powstania Warszawskiego, w którym brała udział jako sanitariuszka. Powstanie Warszawskie to temat w czasach PRL wprawdzie „trudny”, jednak przynajmniej z pozoru nie „nieprzyzwoity” – w sensie, w jakim „nieprzyzwoite” były wcześniejsze wiersze, opisujące przemoc i seks. A Świrszczyńska, przyjmując perspektywę codzienności zwykłych uczestników Powstania, pozornie uwolniła swoje teksty od ideologicznych i historycznych ocen. Obraz Powstania jest jednak szokujący i porażający właśnie dlatego, że przesuwa akcent z uogólnień na konkretnych ludzi poddanych niewyobrażalnemu cierpieniu, a narrację prowadzi z punktu widzenia kobiety, która musi szeroko otwartymi oczyma patrzeć na ludzkie ciało w sytuacjach skrajnych. Bohaterstwo ma tu wymiar pokonywania strachu przez „knajpiarza, kochankę jubilera, fryzjera”, którzy pod ostrzałem budują barykadę, czy przez łączniczkę, która oduczyła się jeść i spać. Podłość to kradzież połcia mięsa albo czekanie na śmierć starej kobiety, która ma w sienniku dolary. Chęć życia dzieli się z wszami pod bluzką, strach przez śmiercią tłumi alkoholem, a silniejsza niż wszystko potrzeba bliskości tętni w słowach dziewczyny do chłopca: „Chodź do piwnicy,/ tam nie ma nikogo./ Jutro skończą nas Niemcy” albo sąsiadki do sąsiada: „Odkąd męża zabiło, nie sypiam (…) mam po mężu papierosy, proszę pana,/ pan zajdzie wieczór”. Najmocniejszą jednak część tomu stanowi opis szpitala powstańczego. „Byłam posługaczką w szpitalu/ bez lekarstw i wody./ Nosiłam baseny/ z ropą, krwią i kałem” – mówi narratorka, a potem po prostu opowiada o umierających żołnierzach, harcerkach, cywilach, starych i młodych. Nie ma w tych wierszach litości dla czytelnika, ich narratorka sama nie zamykała oczu, więc wie, że litość byłaby kłamstwem. Ale nie ma też epatowania potwornością: tak po prostu było, więc tak trzeba opowiedzieć. Oceny i interpretacje są poza samymi obrazami. Powstańczy szpital, miejsce, gdzie odbywają się „krzykliwe rytuały ciała”, jest w istocie pulsującym centrum całej poezji Anny Świrszczyńskiej. Kiedy w wierszach erotycznych, takich jak „Grube jelito”, z którego pochodzi zacytowana fraza, poetka wyznacza w granicach ciała horyzont egzystencji, kiedy w późnych, ekstatycznych wierszach pisze o opuszczaniu siebie samej, o osiąganiu czystości i przejrzystości poprzez ruch i pracę ciała, to zawsze gdzieś w głębi tych świadomych siebie obrazów błyska pamięć o szpitalu: dwadzieścia poszarpanych żołnierskich brzuchów; kobieta bez nogi z włosami jak wodospad; konający żołnierz, któremu trzeba mówić, że jest piękny i będzie żył; gnijąca za życia dziewczyna. Bez tego doświadczenia niemożliwa byłaby skrajna wizja życia i śmierci w ciele, jaką daje Świrszczyńska, ale zarazem bez pracy nad projektem opisania kobiecego ciała jako przestrzeni życia niemożliwe byłoby językowe sprostanie przeżyciu z 1944 r. Próba opisania tego przeżycia – a Świrszczyńska podjęła ją po 30 latach – została przygotowana w poprzednich książkach poetki. Inaczej najdosłowniej nie dałoby się opisać tego doświadczenia, bo przecież język, który istniał, zanim nastąpiło piekło Powstania, nie miał środków, by o nim mówić prawdę, mógł tylko kłamać. Późna twórczość Świrszczyńskiej – tom Szczęśliwa jak psi ogon z 1978 r. oraz pośmiertnie wydane Cierpienie i radość (1985) – to wyjątkowy w naszej literaturze zapis doświadczenia dojrzałości i starości przeżywanych z pełnym zaangażowaniem, a zarazem w dystansie do siebie i swoich cierpień, w poczuciu prawdziwej wolności. Przeszło 70-letnia kobieta pisze: „Moje ciało, jesteś zwierzęciem,/ któremu przystoi koncentracja i dyscyplina. (…)/ któremu przystoi ambicja./ Stoją przed nami/ wspaniałe możliwości”. Ta poezja nie raczy nas jękiem za utraconą młodością, nie rozpamiętuje minionych rozkoszy, nie boi się śmierci i nie ma żadnych ambicji, by stroszyć się w mądrościowe piórka. Różnica między tonem ostatnich książek Świrszczyńskiej a komponowanymi z powagą tomami starych poetów, zwłaszcza mężczyzn, jest tak kolosalna, że znów budzi konsternację. „Ludzie się dziwią:/ – Siwa baba i biega” – pisze Świrszczyńska. Bardzo dużo jest w jej późnej poezji ruchu fizycznego, gimnastyki, jogi, wędrówek górskich, seksu, pracy fizycznej. Cielesność staje się wyzwoleniem, odkrywaniem przestrzeni życia, którą ludzie przed sobą zamykają. Dlatego ideałem szczęścia staje się pies: „co nie boi się biegać/ dalej niż inne”. Życie to celebrowanie psa w sobie: stania na czworakach, silnych szybkich nóg, biegu, „grubienia z rozkoszy”, ziewania, przeciągania się, chrapania. „Niestety szczekać nie potrafię” – notuje z żalem poetka, która „zjada (…) swój kompleks niższości wobec psa”. POSKRAMIANIE ZŁOŚNICY Świrszczyńska to wyzwanie, bo dyskretnie, niegłośno, ale jednoznacznie i niezależnie mówi swoje. Dlatego jest z nią kłopot, i to nie jeden. Jeśli jest dzisiaj obecna w świadomości czytelników, to w dużej mierze dzięki swojemu rówieśnikowi, Czesławowi Miłoszowi, który od lat 80. ubiegłego wieku gorliwie promował jej twórczość w Polsce i USA. Żadnemu innemu polskiemu autorowi – ani Herbertowi, ani Różewiczowi, ani Watowi – nie poświęcił Miłosz tak licznych i różnorodnych tekstów: z opracowaniem całości poezji w edycji PIW-u, dwoma tomami przekładów na angielski, opatrzonych komentarzami, wierszem „O tłumaczeniu Anny Świrszczyńskiej na wyspie Morza Karaibskiego”, wreszcie książką biograficzną „Jakiegoż to gościa mieliśmy”… Pisze Miłosz: „Ciągła rewizja kanonu zaprasza nieraz do tego budynku osoby niespodziewane. Moje staranie o wprowadzenie tam poetki mego pokolenia uzasadniam moim podziwem, bo, zaiste, odwiedził nas gość niezwykły (…) bronię jej, bo jestem w niej (niemal) zakochany”. Zasługa Miłosza jest niepodważalna, ale nie bezdyskusyjna. Warto zapytać: dlaczego Świrszczyńska jest niespodziewanym gościem w budynku kanonu literackiego? Dlaczego to Miłosz miałby ją tam wprowadzać? Czy nie może wejść o własnych siłach? Czy podziw Miłosza to warunek zaistnienia w kanonie? Co dokładnie Miłosz podziwia? Jeżeli stawia jej pomnik, to jak go projektuje i z czego rzeźbi? Dokonana przez Miłosza lektura poetki (nie tylko zresztą tej poetki) odkształca obraz, jaki jawi się, kiedy z Miłoszowskiego obiektywu zrezygnować. Miłosz czyta Świrszczyńską w wymiarze swoistego skandalu obyczajowego („całkiem otwarcie pisze o zmienianiu mężczyzn, pierwsza bodaj wśród poetek polskich nie żenuje się mówić o orgazmie”), ale to tylko pretekst, podniecający, lecz nie satysfakcjonujący. W jego ramach mieści się chyba dość żenująca paralela z Telimeną, „najciekawszą – czytamy – postacią kobiecą w literaturze polskiej”, komiczną, bo prezentującą „zbyt jawną samiczość”, a to wśród mężczyzn budzi popłoch… W istocie interpretacja Miłosza to swoiste „poskromienie złośnicy” (to skądinąd cytat z wiersza poetki). Feministka? Tak, ale „Świrszczyńska była feministką w sensie innym, niż to wynika z jakichkolwiek teorii. Po prostu kierowała się obserwacją i współczuciem”, a ów „feminizm współczucia” nie ma nic wspólnego z „importowaną z Zachodu modą”. Miłosz unieszkodliwia projekt poezji skupionej na kobiecej podmiotowości, umieszczając go w tradycyjnych, romantyczno-pozytywistycznych kategoriach właściwej kobietom wrażliwości na krzywdę. Separuje także Świrszczyńską – i samego siebie – od rzeczywistości z jej wierszy, bowiem, jak zaznacza, zawierają one obraz „stosunków rodzinnych wśród robotników i chłopów”, a poetka (inteligentka) pochyla się nad ofiarami brutalności mającej źródło „w wielowiekowych nawykach” i tysiącletniej historii polskiego alkoholizmu. Miłosz nie widzi zatem skandalu, nie dostrzega u Świrszczyńskiej radykalnego gestu szukania człowieczeństwa w cierpieniu, wystarcza mu kwalifikacja klasowa. Podobnie rozbrojone zostają wiersze porodowe: „W swoich opisach ta poetka stosuje hiperbolę, czyli świadomą przesadę dla efektu (…) zapewne nie każdy poród trwa dwadzieścia godzin, choć przymiotnik »zwykły« w tytule został celowo wybrany, jakby po to, żeby zaprzeczał”. Miłosz ma estetyczną trudność również z lekturą wierszy powstańczych. Bardziej zajmuje go technika miniatury prozą w cyklu „Wojna” z lat 40., skupienie się na detalu i staranna obróbka kompozycyjna scen wojennego koszmaru. Pisząc o tomie Budowałam barykadę stosuje unik, dosłownie wycofuje się z omówienia samych wierszy, a nawet ostrzega przed ich lekturą: „Nagromadzenie obrazów piekła w tym zbiorze wykracza poza wytrzymałość czytelnika i każe zapytać, czy nie są tu pogwałcone zasady, dzięki którym literatura jest literaturą”. Na dowód przywołuje cały szereg opisów wojny: od Iliady przez Wojnę żydowską Józefa Flawiusza po pamiętniki żołnierza spod Verdun i Na zachodzie bez zmian Remarque’a. Wszystkie, zaznaczmy, napisane przez mężczyzn, a w żadnym nie znajduje porównania dla opisów Świrszczyńskiej. Gdzie indziej Miłosz nazywa ją „urzekającą istotą, elfem może albo Rozalindą i Mirandą Szekspira”, a przecież elfy nie noszą basenów z krwią i ropą… Miłosz nie godzi się jednak przede wszystkim z tym, że poezja Świrszczyńskiej rozgrywa się w przestrzeni ciała i obywa się bez istnienia drugiego świata. Interpretator przeczy płynącym z tych wierszy sygnałom, że póki się żyje, można wyjść z siebie i wrócić do siebie przez bramę ciała, ale po śmierci trzeba będzie do niego już na zawsze powrócić, by stać się jedynie „zgorzelą grubego jelita”. To dla Miłosza nieprzyzwoite. Tam, gdzie Świrszczyńska mówi „ciało”, Miłosz uparcie czyta „dusza”. Nazywa ją „poetką metafizyczną” (dodaje: stojącą na głowie, a więc jednak jakby nie całkiem poważną…), dopisuje do polskiej szkoły poezji, przekonuje, że choć była agnostyczką, nie wspominała o chodzeniu do kościoła, otwarcie pisała o wielu mężczyznach w swoim życiu, „to jej świat ekstazy i cierpień, żarliwych szeptów i hymnów na chwałę istnienia na pewno nie mieści się w tym, co nazywamy materią, fysis, czyli rozciąga się meta, uczestniczy w wielkim oceanicznym Wszystkim”. A to w konsekwencji pozwala na lekceważenie owej „physis”, potraktowanie jej jako przygodności, przejściowego stanu, na odmówienie znaczenia szczęściu psiego ogona i zachwytowi zjadania “swojej kromki szczęścia”. Taka lektura Świrszczyńskiej nie może się powieść… MOJE CIAŁO MUSUJE Ucieszył mnie wydany parę tygodni temu skromny tomik wierszy Świrszczyńskiej Kona ostatni człowiek, w wyborze i opracowaniu Konrada Góry. Świrszczyńską trzeba koniecznie czytać na nowo, z nową wrażliwością i wyczuleniem na inne niż Miłosz konteksty. Tak z pewnością jest w tej książeczce, którą otwiera „Kołysanka” i pięć innych wierszy z Czarnych słów. Od mocnych wierszy z tomów “Wiatr” i “Jestem baba” oddziela je wiersz tytułowy oraz rzadko przedrukowywany (moim zdaniem nie bez racji) utwór „Pamięci Che Guevary”. Jest dziesięć z blisko setki wierszy powstańczych, jednak bez tych najbrutalniej cielesnych, tak że w efekcie powstaje wrażenie większego zdystansowania i jakby zarys oceny. Wybór wierszy późnych to mieszanka ekstazy i obrzydzenia ciałem („Mówię do siebie, ty ścierwo”) oraz parę obrazków z cyklu o rodzicach, których znaczenie mocno podkreślał także Miłosz. To bardzo piękne wiersze, tym ciekawsze, że poetka zajęła się trudnym dzieciństwem przeżytym w nędzy dopiero na starość, jakby wtedy odszukała język do wyrażenia tych wczesnych doświadczeń. Gorset nałożony przez koncepcję serii (tylko 44 wiersze!) pozostawia silne poczucie niedosytu. Marzy mi się nowe wydanie poetyckiej twórczości Anny Świrszczyńskiej. Każdy wybór – zwłaszcza tak ograniczony – budzi oskomę, ale zarazem daje fałszywe świadectwo. To jest rodzaj poezji, który się czyta najpierw na tomiki, a dopiero potem, powtórnie, na pojedyncze wiersze: konsekwentny, stopniowo się wyłaniający, skromny a imponujący projekt, radykalny eksperyment językowy i – jakkolwiek to zabrzmi – poezja autentycznie dotykająca doświadczenia życiowego, kobiecego doświadczenia. I nie zgadzam się z opinią, którą niedawno usłyszałam z ust pewnego poety: że wybór wierszy Świrszczyńskiej może zrobić tylko mężczyzna. Marzy mi się obszerny tom Świrszczyńskiej złożony przez kobietę, która wie, co to znaczy: „Piorę, piorę, płuczę, wyżymam,/ jak moje babki i prababki”, wie, że „kopanie ziemniaków / wzbogaca intelekt”, i może powiedzieć: “Moje ciało musuje, / myślę ciałem, które musuje”. Recenzja została opublikowana w „Tygodniku Powszechnym” 2013, nr 35. Dziękujemy redakcji za wyrażenie zgody na przedruk. O AUTORZE Magda Heydel Tłumaczka i krytyczka literatury. Redaktorka naczelna pisma „Przekładaniec”, poświęconego problematyce translatologicznej. Wykłada na Wydziale Polonistyki UJ. Opublikowała monografie Obecność Eliota w literaturze polskiej (2002) i Gorliwość tłumacza. Przekład poetycki w twórczości Czesława Miłosza (2013) oraz wraz z Piotrem Bukowskim opracowała antologie Współczesne teorie przekładu (2009) i Polska myśl przekładoznawcza (2013). W roku 2015 ukazał się pod jej redakcją tom Przekłady poetyckie wszystkie Czesława Miłosza i zbiór Poetki z Wysp z przekładami wierszy autorek brytyjskich, który przygotowała z Jerzym Jarniewiczem. Współautorka festiwalu „Odnalezione w tłumaczeniu 2015”. Ma w dorobku przekłady Josepha Conrada, Virginii Woolf, Seamusa Heaneya, Teda Hughesa, Dereka Walcotta, Anne Fadiman, Roalda Dahla, Charlesa Simica i Roberta Hassa. Członkini PEN Clubu, członkini honorowa Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. powiązania TEKSTY O KSIĄŻCE Opowieść o pustym koszu (czyta Konrad Góra)dzwieki / RECYTACJE Anna Świrszczyńska Konrad Góra Wiersz z tomu Kona ostatni człowiek, zarejestrowany podczas spotkania “44. Poezja Polska od nowa” na festiwalu Port Wrocław 2014. WIĘCEJ Wiersze dla gorszego samopoczuciarecenzje / ESEJE Dawid Kasiarz Recenzja Dawida Kasiarza z książki Kona ostatni człowiek Anny Świrszczyńskiej w wyborze Konrada Góry. WIĘCEJ Najgorszy jest język (fragment)recenzje / ESEJE Konrad Góra Fragment posłowia Konrada Góry do wyboru wierszy Anny Świrszczyńskiej Kona ostatni człowiek. WIĘCEJ Dać się ponieśćrecenzje / ESEJE Anita Jarzyna Recenzja Anity Jarzyny z książki Kona ostatni człowiek Anny Świrszczyńskiej w wyborze Konrada Góry. WIĘCEJ
Russia is waging a disgraceful war on Ukraine. Stand With Ukraine! Wykonawca: Modà Piosenka: Timida •Album: Viva i romantici (2011) Tłumaczenia: angielski, grecki, polski ✕ tłumaczenie na polskipolski/włoski A A Nieśmiała Nieśmiała, tak jak lekki letni powiew osadzasz się na mym ciele i teraz twe zbliżające się usta dotykają mej cery, my lekcy niczym obłoki na niebie, pod którym można odpoczywać i ostatecznie dać się ponieśćTeraz gdy nawet w powietrzu wyczuwa się lato, ty przytulasz mnie i pragniesz wyruszyć, nieważne dokąd, — wystarczy być razem, Z dala od tej całej bieganiny całuję cię i jesteś jak miód, jesteś jak letnie morzeNieśmiała, pomiędzy miękkim piaskiem poszukuje mnie twa dłoń, Jesteś romantyczna i jesteś szczęśliwa, ty wracasz do mnie, Teraz, gdy w tym powietrzu wyczuwa się lato, ty przytulasz mnie i pragniesz wyruszyć, nieważne dokąd, — wystarczy być razem, Z dala od tej całej bieganiny, im bardziej cię całuję, tym bardziej jesteś jak lato, im bardziej cię całuję, tym bardziej jesteś jak morze, i jesteś jak letnie słońce... Przesłane przez użytkownika Lobuś w niedz., 13/06/2021 - 13:57 Timida ✕ Dodaj nowe tłumaczenie Złóż prośbę o przetłumaczenie Tłumaczenia utworu „Timida” Music Tales Read about music throughout history
Chętnie sięgnęłabym po książkę o takim tytule. Jak wychować szczęśliwe dziecko? Który rodzic nie chciałby znać odpowiedzi na to pytanie? Nie znoszę jednak poradników. Wiedzy nabytej przez kogoś, kogo życie w niczym nie przypomina mojego. Badań naukowców, które już w momencie publikacji tracą na aktualności. Świat przecież prze do przodu, wczorajsze prawdy dziś są niewiele warte. Nie lubię każących paluchów wyciąganych w kierunku rodziców. W końcu każdy z nas chce dla swojego dziecka najlepiej. Wszyscy ludzie popełniają błędy, więc i w grupie rodziców są one na porządku dziennym, bo z chwilą pojawienia się potomka na świecie nie staliśmy się nagle nieomylni. Lubię jednak obserwować dzieci, innych rodziców, nawet tych słynnych „specjalistów”, ciągle poszerzać swoją wiedzę i próbować dogonić rzeczywistość. Jestem matką. Codziennie mam wybór i mogę przynajmniej starać się swoją najważniejszą rolę wypełniać najlepiej jak to w moim przypadku mity, jakoby trzeba się wyrzec siebie, aby być dobrym rodzicem, sprzedać duszę diabłu, ale stać się nagle eko oazą spokoju nie widzącą nic ponad stertą pieluszek. W czasach naszych rodziców nikt w końcu nie przejmował się z zegarkiem w ręku spędzanym kreatywnie czasem dla dzieci. Dieta była oparta o to, co akurat udało się dostać, a wakacje na wsi u babci były często magicznym, wspominanym po latach z rozczuleniem, cudownym czasem beztroski. Można powiedzieć, że jakoś wyrośliśmy, bez tych wszystkich świetnych rad, jakoś żyjemy. Wiele jednak się od tego czasu zmieniło, mamy aspirację, żeby słowo „jakoś” zastąpić czymś innym, możliwe, że lepszym. I choć moja lista nie jest kompletna, jest powrotem do podstaw i na pewno okaże się przydatnym drogowskazem w meandrach rodzicielskich zawrotów wychować szczęśliwe dziecko w naszych szalonych czasach? Dekalog, czyli dziesięć prostych zasad. 1. Dzieci potrzebują rodziców. Potrzebują ich bezwarunkowej miłości, uwagi, zaufania i opieki. NIC tego nie zastąpi ani nowy iPad, ani wypasione wakacje, ani kursy japońskiego. Nawet jeśli miałoby to być 10 minut dziennie, niech będzie to czas, w którym bez zakłóceń jesteśmy z dzieckiem fizycznie i psychicznie. Uczmy dzieci wachlarza emocji i sposobów radzenia sobie z nimi, w szczególności z gniewem, frustracją, smutkiem, porażką. Okazujmy naszym dzieciom miłość przez uwagę, ale i kontakt fizyczny. Dzieci kochają zapasy, gilgotki, wygłupy przed lustrem, głaskanie, dzikie tańce. Dajmy się wciągnąć w wir zabawy, która nie tylko buduje nasze więzi, ale i pomaga zmniejszyć stres, który nasze dzieci również odczuwają. 2. Dzieci potrzebują zasad. Mowa o dyscyplinie, którą każdy z nas przestrzega, czy tego chcemy, czy nie. Oczywiście możemy być spontaniczni, ale powinniśmy w domu ustalić zasady, których przestrzegają wszyscy i oczekiwać od dziecka w każdym wieku dostosowania się do tych zasad. Dzieci muszą wiedzieć, czego im wolno, a czego nie, gdzie są granice, których nie wolno przekraczać, również dla ich własnego bezpieczeństwa. 3. Dzieci kochają rutynę. Jest to prawda stara jak świat, a jednak najczęściej popełnianym przez młodych rodziców błędem jest brak rutyny. Przeanalizowanie każdego dnia, ustalenie cyklu codziennie powtarzanych czynności, pór posiłków, pory zabawy, zasypiania, sprzątania czy nauki, ułatwi nam życie i sprawi, że nasze dzieci będą czuły się bezpieczniej. 4. Dzieci potrzebują dobrego przykładu. Jeśli przy stole nie czytamy, nie używamy elektroniki i nie bawimy się zabawkami – to samo tyczy się rodziców. Jeśli jesteśmy chamscy i niegrzeczni, nasze dzieci też prawdopodobnie będą wciskały się do kolejek, popychały inne osoby i nie mówiły dzień dobry. Nie wolno nam zapominać, że jesteśmy dla dziecka rodzicami, a nie kumplami. Nie przeczy to związkowi partnerskiemu, gdy dziecko traktujemy jak równego sobie, z zestawem takich samych praw, ale i obowiązków. 5. Dzieci potrzebują obowiązków, których lista powinna z wiekiem się powiększać. Pięciolatek powinien umieć samodzielnie posprzątać swój pokój, nakryć stół, posortować bieliznę do prania, czy posmarować kromkę chleba dżemem. Nikt z nas nie cierpi na nadmiar czasu i choć prace wykonywane przez dzieci często początkowo zabierają go dwa razy więcej, jest to inwestycja, która zwróci się z nawiązką. Nikt z nas nie opanował żadnej czynności bez praktyki. Obowiązkiem rodziców jest przystosowanie dzieci do życia. Nigdy o tym nie zapominajmy, choć pokusa, aby wyręczać dziecko we wszystkim, jest ogromna. 6. Dzieci potrzebują dobrego jakościowo jedzenia i dużo snu. Wielu wykończonych rodziców marzy o momencie, kiedy dziecko w końcu uśnie. W rzeczywistości jednak wieczorna rutyna niebezpiecznie się przedłuża i coraz więcej dzieci nie śpi wymaganą w swoim wieku liczbę godzin. Domowe jedzenie, dużo warzyw i owoców, zdrowe przekąski pomiędzy większymi posiłkami, to absolutne podstawy żywienia. Nie potrzebujesz wcale dietetyka czy tabelek. Kieruj się zdrowym rozsądkiem i umiarem. Chipsy, napoje gazowane, komercyjne drożdżówki, kiepskiej jakości parówki, fast food, słodzone jogurty, przetworzona żywność nie powinny być podstawą diety ani dziecka, ani dorosłych. 7. Dzieci potrzebują ruchu na świeżym powietrzu. Zamiast godzin spędzanych przed telewizorem lub ekranem komputera, dajmy naszym dzieciom możliwość poznawania świata, nawet tego im najbliższego, własnego podwórka. Zwykły spacer może stać się wspólną przygodą. 8. Dzieci potrzebują towarzystwa innych dzieci. Umożliwiajmy dzieciom w każdym wieku kontakt z rówieśnikami. Może to być zwykła zabawa w piaskownicy lokalnego parku, mogą być zorganizowane spotkania mam z dziećmi w podobnym wieku, mogą być kontakty z dziećmi w rodzinie. Dzięki temu dzieci uczą się współpracy, empatii, rodzi się sympatia, możliwość nauczenia dzieci zorientowania na innych, czekania na swoją kolej, umiejętności zabawy w grupie i zdrowej rywalizacji. 9. Dzieci potrzebują kreatywnej zabawy i rozwoju. W zależności od możliwości rodziców, dla jednych może to być nauka jazdy na rowerze, dla innych lepienie zwierzaków z ciastoliny. Starajmy się przynajmniej raz w tygodniu pokazać dziecku coś kreatywnego, nową umiejętność lub dążenie do doskonalenia nabywanej Dzieci potrzebują nudy. Codziennie stwórzmy dzieciom okazję do zabawy bez wspomagania, bez technologicznego szumu i elektronicznych gadżetów. Wystarczy kartka papieru, klocki, lalka. Nuda sprzyja wyobraźni. Lekarstwem na nudę nie powinna być technologia. Pamiętajmy też, że rodzice nie są pakietem rozrywkowym dla dziecka. W restauracji, samochodzie czy w sklepie, dzieci nabywają ważnych umiejętności społecznych, nie zastępujmy tego czasu bezmyślnym gapieniem się w ekran. Sami przestrzegajmy tej reguły zapewniając sobie czas bez szumu. Ta lista wydaje się bardzo prosta, nie ma tu nic skomplikowanego, co wymagałoby niesamowitych środków czy nakładów pracy, choć na pewno, analizując swój dzień, wiele z tych podstawowych założeń nam umyka. Warto te dziesięć zasad sobie przyswoić, jeśli nadal ciągle zastanawiamy się nad tym, jak wychować szczęśliwe dziecko. Odpowiedź jest naprawdę prosta. Wystarczy dobry plan i odrobina się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:iZostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!
Tekst Kolędy: Północ już była gdy się zjawiłanad bliską doliną jasna łuna,którą zoczywszy i zobaczywszy,krzyknął mocno Wojtek na Szymona:Szymonie kochany, znak to niewidziany,że całe niebo goreje. Ref:Na braci zawołaj, niechaj wstawająKuba i Mikołaj niechaj wypędzająbarany i copy,koźlęta i skopyzamknione. w stodole,patrząc na pole,ujrzał Bartosz stary Anioły,które wdzięcznymigłosami swymiokrzyknęły ziemskie padoły:na niebie niech chwałaBogu będzie trwała,a ludziom pokój na ziemi! Na braci zawołaj, niechaj wstawają,Kuba i Mikołaj niechaj wypędzająbarany i copy,koźlęta i skopyzamknione. Wykonanie utworu: Północ już była Przejdź do działu: Jeśli znasz inną wersję tej kolędy albo wykonanie tej kolędy daj znać w komentarzu! Dziękuję, że jesteś z nami, jeśli podoba Ci się to co robimy, wesprzyj nas, zobacz również nasz kanał na Youtube i kliknij subskrybuj. Zobacz również listę pieśni i modlitw, a także przyjrzyj się bliżej Świętym i Błogosławionym. Tworzenie treści i filmów wymaga środków finansowych. Rozwój strony www i kanału youtube – to nasze główne wydatki. Nasze plany są bardzo bogate, a ich realizacja stanie się możliwa jedynie dzięki uzyskaniu stabilnego źródła finansowania. Nie dostajemy pieniędzy - działamy dzięki wsparciu naszych czytelników, dzięki Tobie. Ku Świętości Redakcja
jak szczęśliwa polska cała tekst