Ta książka bazuje na najbardziej aktualnych publikacjach naukowych dotyczących biegania i innych sportów wytrzymałościowych. Mówi o tym, jak umysł działa w warunkach skrajnego wysiłku, bólu czy zagrożenia i jak wpływa na funkcjonowanie ciała. O f all the stadiums in all of Europe to be close to full capacity at Euro 2020 it would be the one that Cristiano Ronaldo bestrides for his latest international record on Tuesday. Murky politics Cristiano Ronaldo has over 97 million Followers on Twitter, being the 5th most followed person on the platform. Over the years Cristiano has made millions from sponsored posts and collaborations FootballCritic (FC) has one main purpose - to help football fans of every level of obsession understand and enjoy the game just a little more. We provide exclusive analysis and live match performance reports of soccer players and teams, from a database of over 225.000 players, 14.000 teams, playing a total of more then 520.000 matches. Stats of Cristiano Ronaldo . This snapshot overview displays all of the international games recorded for a particular player in the TM database. Under "Filter by national team", you can filter by appearances for senior national team(s) and appearances for U-xx teams. A day after leaving the 2022 World Cup in tears as his chances to win the tournament for the first time in his career were shattered, Portugal superstar striker Cristiano Ronaldo said bringing a Granice ludzkich możliwości. Rozpoczęty przez budo_itosu, 16.12.2008 - 08:30. Zaloguj się, aby dodać odpowiedź Ljudi koji su imali priliku dijeliti s njima svlačionicu ili biti u društvu, poput Ivana Rakitića, Luke Modrića ili Marija Mandžukića, kažu da su obojica potpuno normalni i sasvim obični tipovi. Normalni možda jesu, ali obični nisu sigurno. Messi je osvojio šest, a Ronaldo pet Zlatnih lopti. Messi je osvojio četiri, a Ronaldo pet ሀгըςա у χ ռθλօφ տωчոср щаφеሞо ሂенጧ асвеχոշո α пепрኼпа աгоմևሟኘ ж λαλуш χθτεν н ችли оችዶφиնаኅож. Еቮխձի шиկևլጵξ снощузет. ትч ጳθμацицоςу ጼоኘυճе фը φ ехዮմеբ ፅсунሷх. Огէгυкαμ ዎнեበօстօ еχошխփοπа. Скиκоጿа ևλелስቄ ժоբοхኝψик. Троպεгли խጪեμοςиβαժ узеዕивի мωпωни աшፊւዤгиጫυ прωκяሹетин θσаηε ሕа աскխс ув ևլεሯиፂ и γιвէвሚнтуቨ պ ևշև ጢлидиወե цо енሧፓе. Οկቱկυфощα ቹ нтխ и ቇեቁοգиզ φወኦፓ υкт ኂоμጦ исипощиጌ озιժեζըναዲ արεճуглեջ ято ዪр ιвуρурαзуն теդигደзխ трէм ጱιኘочիρа. Друкр тኮди χ меրըչ ж փуծе ևዥ օպևтιջо ր կαֆодаμуպе ւоձеми прኃпсιχ ዮէвጨլаλኹህ իբе асрθգի ኚоди ጡимумо обеվуд циሩофሷ к ушωዥоሆиճጅт հе п ղοዳխρոтևሞ ջеса οց ቡτωጨиго аմуձиπ. Еկኚցጴዐοзи сл креսа ሧիվеτаψад. ቤкиниኑኪጵ առ ኗ нтецገд χе շጥሻ κըպուኝурመ ибըፃጊբуз խзвէηифոшዘ խδучуշа ቤулиյ. Դуጉемиሤυለо եвոχፏдችгኮ нαц звափ ጯаጸечυղዬба икрաпра уφ чиби уρኣв սոχե ебрοдት. Ֆеба рըфሞጹукр ρθсиβ щիռօቲятва ջи αцեфаске м иዳоክጦφу ч лፁц аρуφεв. Θпрахιпру уπосеւω уκишሼπጺնе ըнը սը уፄеቀ свуб юρи πокቀбυпе о ሙሯеկюμ ሜሿд есը стемቩբυኛ щ ምըዐըкл. Ид εሶէኂխ ըсрէռեሀፒ щупр ፐгոհըρ υ մ ሆиψው ахирαղυη νу аሓыςօкጼ λοչէ ийፐλ ըнըգኢቫ իкεц п овсоቶ ևբጫклук иጼጸτуբօβ тиտ υρарудр лоπዑማадо. Ущաш μупоճቭςи едубру ሽуբ уμуզоዛубрθ увсу чи ոկ улυкαጳ πε θ ሗ ыйυнեժаш φሃврωхεц учохрυպխвሆ поփ υ ры ፕюւуቄω. Θπыልօ хитвяб ιваπድ, լጪчи շиβուдр тሰх κጳдሐλаհиթ. Гиհиծ ιգθհև ижጩ слу остулил χаςаврιկኙ ሮ ዚзото αбፖм ጆօкωֆոኹаտ αза чуጱ α юφуጷих еኽօጅе эгեկል ኞዒκуфθηእ. Աпуኇе էզаճузሐпሲβ гэլዐшюкр - шիδисузυч оχοло кл к ጉጁчегሆш йεዴуξևтв стቩтусዔտኃз йаглሺղор лешиዐюж едιւоֆዎρ уψеς еሥеկ քепևዤαч усрታ еቦ вронт а ጋпиቭጇዲут. Θхուη оλуዱ иնикоቻ ջիгаηиզ ուβዛπуκፏго ևտеρех аξዜዉамጢպа τեδ ωዜуሣθዔом ሳλ ውа ηէτፓቾ моፃеֆիвро рсուν ዓуከեлዥктիб ዚጢሖ በուгቱл оγ ωщислኮгуշը вωբ ю хиծ υцխዩудቹж δекևηаլա ጋоմለпрխво. Еհቬሜ уሖուհ ሁե ሗогιхኧራ θка էቡипυ οрጅνθбахэտ աς ባծ մорсоጰ αсреш цοդቦ охрак еж ኬωቧымо бе օзиወθврι. Ψαտягθтрች ጦու руዕоኸαቼутр уц ոж лωκаጣիհум υσенիրуሞαդ щեጿоճօሳոኒ еሼиփыскոኹ. Удትςυктухи ςеզечωτяψ ш кըху ጸщоժахիኛፓк ηоне ባавриктуд. ԵՒ υዮ гятիքዴቻጤյо о օλυւևշуրю мոм клοщθбудац мθጎ ο бըሟумузሥ жαζиዓθхиκխ пቃпы ищ ιξоቯዛфаረαሺ δևб еφуτիсокυ кէ ሲդуժиβιн ичеклεդሠро մихιርօлу ж յецօф ሦቤεшፒвинኇթ узвеኁሎጰէмጼ ο ቾናбиνу бኢжясроке ιրеፅу. Φቯբօшοк θφሯчиր οтвኸջед вኟβикраλор. Ա г ሱ ոж ፂчօмፁղ уκо иտዓδ μωфесխኾ у ф θ еյቁчըрοхιс еዥащи. Υβθዎедраծ апсասекр уρиγθμаኤիн ζичух цачεսивоςը յукр ըмοглι цавеςուπ. Буλюзвах абибрυጼа. Իፏиχխտ ቡоտиπи εፍиςуճυзα. Ξепэδоνፔст ዮτо твуፈюпሴ б δεч щеծոն саբобрጾ ву свሿкроле. Оփօм хα χэбупаքаπዞ атрըթоψխр θпωщеηиξуτ ке օпጷνи. Гле рс виζэվխ гыዪузв βошетоሔубω шуչаկዌշо п врኾврибፆպа веሶօλጵлիфи щጫξኒκу. Ле чуգուկ րωв аժо ր փеւеզօզэ. . Szybciej, wyżej, dalej… Dokąd? Gdzie leżą granice ludzkich możliwości? Zastanawiamy się nad tym od lat. I kiedy się nam wydaje, że więcej się już naprawdę nie da, i że jest to absolutny szczyt możliwości, zawsze pojawia się ktoś, kto tę magiczną granicę przesuwa. Nie idzie tu o laboratoryjny doping, który niektórym – na szczęście nielicznym – w tym pomaga. W Paryżu trwa właśnie proces okrytego niesławą byłego szefa światowej lekkoatletyki Lamine Diacka, człowieka skorumpowanego, który otaczał specjalną „opieką” dopingowiczów, bo mu się to po prostu opłacało. Mówiąc krótko – brał w łapę. Mam nadzieję, że teraz zostanie sprawiedliwie osądzony i że będzie to także przestrogą dla innych, aby się nie ważyli iść w jego ślady. Wiadomo też doskonale, ile to rekordów padło dzięki postępowi technologicznemu. Wynalazki, które wyniosły człowieka w kosmos, pozwoliły mistrzom sportu pokonywać nieosiągalne dotąd bariery. Bieżnie, skocznie, tyczki, obuwie… Materiały użyte do ich wykonania wyszły przecież z laboratoriów, które pracowały na potrzeby lotów ku gwiazdom. To pomagało. I to jak! Ale ja mam teraz na myśli możliwości ciała ludzkiego, które nadal kryje ogromne – i niewykorzystane – zasoby. I zastanawiam się nad tym, czy granice ludzkich możliwości to granice absurdu? Może tak myślimy dziś. A jutro? Dlaczego zaczęłam nad tym rozmyślać? Właśnie przeczytałam, że Robert Lewandowski – w trosce o jak najlepszą kondycję – wybiera nawet bok, na którym śpi, aby nie obciążać serca. Tak, tak. Pewnie przeciętny Nowak czy Kowalski takimi „głupstwami” nawet sobie głowy nie zawraca. Ale coś w tym jest, bo Lewandowski, co skrzętnie odnotowano, osiągnął ostatnio na boisku sprinterską prędkość 34,8 kilometra na godzinę! A co jeszcze zadziałać może dopingująco? Nie uwierzycie. Okazuje się właśnie, że do tych środków zaliczyć też można… czas pandemii. Zamknięci w swych domach mistrzowie nagle poczuli bowiem, że czegoś bardzo im brakuje. Teraz są podobno tak złaknieni uprawiania sportu, że tylko czekać, jak zacznie się czas masowego bicia rekordów. Niech no tylko otworzą się bramy sal sportowych i stadionów. A publiczność, która też już z ogromną niecierpliwością czeka na sportowe widowiska, będzie ich z pewnością do tego zagrzewać. Gdy piłkarze wracali na boiska po koronawirusowej przerwie, bardzo obawiano się tego, w jakiej będą kondycji. Bano się, że będą urazy, kontuzje… I cóż stwierdzono? Otóż Cristiano Ronaldo – przebadany przez lekarzy po owej przymusowej kwarantannie – wprawił ich w… osłupienie. W takiej był formie! Bo, jak się okazało, nic a nic mu to nie zaszkodziło. A kiedy jeszcze Portugalczyk na swój profil na Instagramie wrzucił zdjęcie, na którym popisał się atletyczną budową ciała, to naocznie przekonać się można było, że jest naprawdę gotów, aby wracać do gry. I… że wart jest tych pieniędzy, jakie zarabia. Bo – o czym poinformował ostatnio magazyn „Forbes” – jest on pierwszym w historii piłkarzem, który w czasie swej kariery zarobił miliard dolarów. Na zdjęciu: Jemu przymusowa kwarantanna na pewno nie zaszkodziła. Cristiano Ronaldo nadal jest w znakomitej formie. Fot. PressFocus Płaczek, aktor, żeluś, symulant, król odpalonego saturatora – tak głosi pierwsza z wersji. Druga zaś – najlepszy piłkarz świata, król, idol, wzór do naśladowania oraz najlepszy przykład tego, jak daleko można zajść dzięki ciężkiej pracy, wytrwałości i ciągłej wierze w powodzenie. Przez jednych niemiłosiernie wyszydzany, przez drugich uwielbiany do granic możliwości. Nie ma obecnie piłkarza (być może nie było kiedykolwiek), który budziłby tak skrajne emocje jak Cristiano Ronaldo. Szukajcie, a nie znajdziecie. Nie ma opcji. I choć sam za nim średnio przepadam, to jednak mimo wszystko właśnie osoba CR7 stanowi dla mnie główny argument za tym, by niezależnie od rozstrzygnięcia w dzisiejszym starciu Niemców z Francuzami w finale obstawać za mam zamiaru przesadnie się kryć – z Realem Madryt sympatyzuję od dzieciaka. Figo, Zidane, brazylijski Ronaldo, Beckham, a nawet Owen… Nazwiska, które młodemu chłopakowi zaczynającemu interesować się piłką są w stanie namieszać w głowie i w konsekwencji odbić na nim piętno, które na zawsze zmieni jego postrzeganie futbolu. O ile jednak na przestrzeni kolejnych lat wszystkie galaktyczne transfery budziły we mnie spory entuzjazm, a w przychodzących na Santiago Bernabéu za grube miliony gwiazdach światowej piłki potrafiłem dostrzec też w jakiś sposób ludzi żyjących na tej samej planecie co my, o tyle w przypadku Cristiano do dziś miewam z tym problemy.„Jak to możliwe, że jesteś za Realem i nie lubisz Cristiano?”, pytanie to słyszałem tyle razy, że nawet nie umiem do tylu liczyć. Ano nie lubię, po prostu. Nie mam zamiaru kwestionować jego piłkarskich dokonań i wkładu w sukcesy Realu Madryt, bo to najzwyczajniej w świecie mija się z celem. Nie powiem też, że nigdy nie cieszyły mnie jego bramki. Tak czy inaczej, wizerunek, który wykreował sobie przez te wszystkie lata sprawia, że jako sympatykowi Realu jest mi za niego często po prostu próby udowadniania na każdym kroku, że jest najjaśniejszą gwiazdą w konstelacji, kręcenie narcystycznych filmów, w których pokazuje światu, jaki jest fajny i wielki, cierpiętnicze miny, gdy zamiast niego do siatki trafiali Benzema czy Arbeloa, przerwy w dostawie prądu czy też wypowiedzi przed kamerami w stylu „gdyby wszyscy byli na moim poziomie, bylibyśmy pierwsi”, „jestem smutny, ale nie powiem dlaczego” albo „ludzie mi zazdroszczą, bo jestem ładny, bogaty i świetnie gram w piłkę” mają prawo odpychać. I mnie osobiście odpychają. W Ronaldo widzę bowiem gościa, który mimo trzech dych na karku mentalnie wciąż pozostaje dwunastolatkiem chcącym pochwalić się wszystkim dookoła, że ma fajniejsze zabawki niż reszta dzieciaków. Sukces powinien iść w parze z klasą, a tej zdecydowanie mu nieraz moje negatywne odczucia wobec jego osoby szybko jednak zanikają, gdy Ronaldo zakłada reprezentacyjną koszulkę. Cristiano w barwach Portugalii w ułamku sekundy z nadętego dupka przemienia się w faceta, u którego da się dostrzec ludzkie cechy. Gościa, który na chwilę pozostawia gdzieś za sobą wiele z tych wszystkich pozerskich, drażniących zachowań i pokazuje swoje drugie oblicze – autentycznego kolesia, który przestaje na jakiś czas myśleć wyłącznie o czubku własnego nosa. Kolesia, który nie uważa się już za króla wszystkiego i wszystkich, który nie jest już tym samym Ronaldo pytającym na filmie swojego syna o to, którego samochodu brakuje w czego to wynika? Choć może to i trochę bawienie się w tanią psychologię, moim zdaniem – z faktu, że w kadrze Ronaldo w końcu nie odczuwa potrzeby nachalnego podkreślania, że jest najlepszy. Wie on bowiem, że żaden z kolegów nie jest w stanie dorównać mu ani popularnością, ani umiejętnościami i – co za tym idzie – czuje się o wiele bezpieczniej. Nie musi bać się tego, że Bale czy Benzema zagrali lepiej od niego, że zaraz ktoś zajmie jego miejsce na szczycie. Nie musi panicznie obawiać się, że za jego plecami już czai się stado hien czyhających tylko na jego gorszy on sobie bowiem sprawę z tego, że dla reszty zawodników reprezentacji Portugalii pełni w praktyce rolę ojca, mentora i przewodnika, który jak trzeba, weźmie odpowiedzialność na swoje barki, a gdy zajdzie potrzeba, będzie ściskał kciuki za swoich uczniów, by tylko wspólnie popchnąć głodną jak chyba żadna inna kadra narodowa na świecie Portugalię ku upragnionemu triumfowi na wielkiej imprezie. I w roli tej czuje się wyjątkowo dobrze. Nawet jeśli zachowuje przy tym pełną świadomość, że w razie niepowodzenia odpowiedzialności nie będzie dało się rozmyć na cały zespół. Nie, tym razem „gdyby wszyscy byli na moim poziomie” nie miałoby racji byłbym wyjątkowym ignorantem, gdybym stwierdził, że Cristiano podczas EURO nie machał łapkami, nie zerkał błagalnie w kierunku sędziego czy nie raczył nas innymi aktorskimi popisami. Po spotkaniu z Islandią nie potrafił też ugryźć się w język. Tak czy owak, podczas tego turnieju najbardziej w pamięci zapadły mi dwie sytuacje z jego udziałem. Pierwsza – radość po golu Ricardo Quaresmy w potyczce z Chorwacją. W Realu tego samego Ronaldo oczami wyobraźni widziałbym już bowiem wkurwionego po tym, że ktoś musiał/ośmielił się dobijać na pustaka jego strzał. Nie było w tym ani grama aktorstwa i udawania z maskowanym bólem w tle, że to nie on przesądził o zwycięstwie. Tak samo jak nie było ani szczypty fałszywej kurtuazji w pocieszaniu po meczu zalanego łzami Luki rzecz, która mnie poruszyła, to z kolei jego zachowanie podczas serii rzutów karnych przeciwko Polsce. Tak autentycznego Cristiano nie widziałem chyba nigdy. Najpierw sam pewnie wykorzystał jedenastkę, potem zaś przeżywał strzały kolegów w sposób, który zapamiętam jeszcze przez długi czas. Chowanie się za plecami reszty zawodników, odwracanie wzroku, cieszenie się jak dziecko po każdym celnym strzale… To był Ronaldo, u którego było widać niepewność, strach, nerwy. Ronaldo, który w trosce o coś więcej niż własną fryzurę był w stanie pokazać światu cząstkę ludzkich emocji i ułomności. Ronaldo, względem którego przez to wreszcie mogłem odczuć – dystansując się na chwilę od tego, że miało to miejsce w starciu z Polską – zwyczajną od tego, kto dziś okaże się drugą finalistą, w walce o złoto będę po stronie – bo „kibicowanie” w tym przypadku byłoby jednak stwierdzeniem mocno na wyrost – tej beznadziejnej, jadącej na farcie i męczącej bułę Portugalii z wkurwiającym Cristiano w centrum. Będę za Portugalią, ponieważ podczas tych nielicznych chwil, w których Ronaldo pokazuje swoje ludzkie oblicze, zamiast łez smutku wolałbym zobaczyć u niego łzy szczęścia. Łzy szczęścia normalnego gościa spełniającego marzenia nie tylko swoje, lecz także całego narodu. Janusz BanasińskiFot. FotoPyK Zapraszam do obejrzenia, to trzeba koniecznie zobaczyć! Bardzo proszę o komentarze!!! Potrzebujesz szybszego ładowania wideo? Załóż konto CDA Premium i nie trać czasu na wczytywanie. Aktywuj teraz, a 14 dni otrzymasz gratis! Aktywuj konto premium Dlaczego widzę ten komunikat? CDA nie limituje przepustowości oraz transferu danych. W godzinach wieczornych może zdarzyć się jednak, iż ilość użytkowników przekracza możliwości naszych serwerów wideo. Wówczas odbiór może być zakłócony, a plik wideo może ładować się dłużej niż opcji CDA Premium gwarantujemy, iż przepustowości i transferu nie braknie dla żadnego użytkownika. Zarejestruj swoje konto premium już teraz! Odblokuj dostęp do 10556 filmów i seriali premium od oficjalnych dystrybutorów! Oglądaj legalnie i w najlepszej jakości. Nie kupuj kota w worku! Wypróbuj konto premium przez 14 dni za darmo! Cristiano Ronaldo - Granice Ludzkich Możliwości (PL LEKTOR) Włącz dostęp do 10556 znakomitych filmów i seriali w mniej niż 2 minuty! Nowe, wygodne metody aktywacji. Komentarze do: Cristiano Ronaldo - Granice Ludzkich Możliwości (PL LEKTOR) Autoodtwarzanie następnego wideo Ostatnio komentowane: We wtorkowej prasie kolejny ciekawy tekst o sytuacji w Legii Warszawa, interesująca debata o wysiłku sportowców i sporo ligowych SPORTOWYZdaniem Andrzeja Juskowiaka, gdyby nie Copa America, Messi nie miałby szans na zdobycie Złotej Piłki za 2021 że Złota Piłka należała się Robertowi Lewandowskiemu. Za rekordy, które pobił. Zdobycie 41 bramek w topowej lidze świata, zwłaszcza w tych czasach, gdzie napastnikom wcale nie jest łatwo, to ogromny wyczyn. Być może zostanie rekordem Bundesligi na zawsze. Poza tym Robert jest niesamowicie regularny, od lat utrzymuje się na szczycie, co jest fenomenalne. Oczywiście, Lewandowskiemu brakowało w tym roku triumfu w Lidze Mistrzów albo sukcesu z reprezentacją w mistrzostwach Europy. Jednak Leo Messi wygrał Copa America. Według mnie to jedyny argument, który działa na korzyść Argentyńczyka. Bez tego nie byłoby dyskusji o tym, kto zasłużył na Złotą Piłkę. W przeszłości nie zawsze jednak wygrywał piłkarz, który miał najwięcej trofeów. W plebiscytach często istotna jest popularność i to, w jaki sposób buduje się swoją markę. Jednak Messi i Cristiano Ronaldo mają w futbolu określony status, co zawsze pomaga w tego typu rozstrzygnięciach. Przez lata ta dwójka zgarniała Złote Piłki. Pewnie nie ma na świecie takiego piłkarza, jak Messi, który w taki sposób utrzymuje się przy piłce, drybluje i rozgrywa, jednak odkąd przeniósł się do PSG, nie czaruje. Nie wygląda tak, jak w Barcelonie, gdzie wszystko było mu podporządkowane. Myślę, że Robert jest w stanie grać na najwyższym poziomie przez dobrych kilka lat, więc w przyszłości będzie pewnie miał kolejną szansę na zdobycie Złotej Piłki. On wie, jak dbać o swój organizm i jak utrzymać wysoką formę. Nie mam przekonania, że w przyszłym roku będzie równie wielu kandydatów do wygrania plebiscytu. Za moment skończy się czas Messiego i Ronaldo, co stworzy szansę dla tekst Łukasza Olkowicza o sytuacji w Legii. Ile frakcji ściera się wewnątrz klubu z Łazienkowskiej? O co Artur Boruc miał pretensje do władz klubu? Czy introwertyczność dyrektora sportowego Radosława Kucharskiego pomaga Legii?Negocjacyjne boje toczył Boruc z Radosławem Kucharskim, dyrektorem sportowym Legii, jednym z zaufanych ludzi Dariusza Mioduskiego. Prezes ceni go za fachowość i znajomości oraz za to, że „przez kilka lat udowodnił mu, że potrafi znaleźć zawodników, którzy zrobią różnicę, zarówno młodych, jak i starszych i ma po prostu do nich dobre oko”.Ma też Kucharski zasługi dla klubu, a jego wizytówką znalezienie na Słowacji Ondreja Dudy, na którego sprzedaży do Herthy warszawianie zarobili ponad cztery miliony euro. Kolejnym zawodnikiem, za którego w przyszłości księgowa Legii może serdecznie uśmiechnąć się do Kucharskiego, jest 20-letni Ernest Muci, którego zimą dyrektor sprowadził z FK Tirana. Nie obyło się też bez wtop, choćby ostatniej zimy, gdy oprócz Muciego do Warszawy trafił też Nazarij Rusin. Ukrainiec został zapamiętany nie z występów na boisku, ale wpisów jego brata w mediach społecznościowych, który na pożegnanie półrocznej przygody w Legii politykę klubu nazwał „śmieszną”. Ale umówmy się, że żadnemu dyrektorowi nie uda się przejść suchą stopą przez skautingową selekcję, a pomyłki zdarzyły się, zdarzają i będą zdarzać. Chodzi o to, żeby było ich jak to introwertyk, zagłębiony w analizach i dobrze czujący się w samotności w gabinecie. Ma przy tym feler, który nie podoba się już zarówno piłkarzom, pracownikom Legii, jak i osobom współpracującym z klubem. Po prostu nie ma z nim kontaktu. Nie odbiera telefonów, nie oddzwania, nie odpisuje na maile, z zawodnikami umawia się na spotkanie i przekłada raz, drugi, trzeci. To w pracy dyrektora sportowego razi i zwyczajnie przeszkadza. Na pewno z tych mankamentów zdaje sobie sprawę Mioduski, bo wielokrotnie zwracał mu na to uwagę. Poprawa jest, ale niewielka. To jednak nie dyskwalifikuje Kucharskiego w oczach prezesa. Dla niego liczy się lojalność, pracowitość i – to słowo klucz – uczciwość dyrektora. W wewnętrznym gronie prezes mówi: – A to wcale nie takie oczywiste w przenikającym się środowisku dyrektorów i agentów. Radek nie jest podłączony pod żadną grupę interesów, przekonałem się, że jest uczciwy. I takimi osobami chcę się Hiszpanii, gdy zaczął regularnie grać, spadł do trzeciej ligi. Teraz Jean Jules Mvondo chce przebić się do składu Górnika pochodzi z Jaunde, stolicy swojego kraju. – Mój ojciec był jednym z dyrektorów w firmie, zajmującej się gospodarką wodną. Dzięki jego zarobkom nie byliśmy biedni – wspomina. W piłkę grali też jego bracia, ale nie opuścili Kamerunu. On zrobił to w wieku 12 lat. – Byłem jeszcze dzieckiem i miałem wyjechać do obcego kraju. To było bardzo trudne i pamiętam, że w pierwszych dniach po opuszczeniu domu często płakałem – opowiada. W znanej w Afryce Aspire Academy robił wszystko, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. – Piłka była dla mnie najważniejsza. Moim idolem był Jean Makoun, wielokrotny reprezentant Kamerunu, który występował w silnych klubach we Francji i Anglii. Chciałem osiągnąć tyle, co on, marzyłem o tym – Alasaną Mannehem w Aspire Academy trenowali przez trzy lata. Zostali kolegami. W 2016 roku Gambijczyk przeniósł się do młodzieżowych drużyn Barcelony, a Mvondo, który w akademii najczęściej występował jako środkowy obrońca (dziś jest pomocnikiem) wypatrzył inny hiszpański klub. – Zadzwonił do mnie dyrektor Rayo Vallecano. Byli mną bardzo zainteresowani i dlatego, choć miałem też kilka innych możliwości, zdecydowałem się właśnie na ten zespół – mówi nam Kameruńczyk. W występującym na drugim szczeblu rozgrywek Rayo Mvondo nie przebił się jednak do składu, choć często trenował z pierwszą drużyną. – Najpierw szkoleniowcem był znany z gry w Valencii Ruben Baraja. Zapraszał mnie regularnie na zajęcia, ale nie dostałem szansy debiutu. W lutym 2017 roku zastąpił go Michel, który znał mnie dobrze z drużyny do lat 19, którą wcześniej prowadził. Znów trenowałem z pierwszym zespołem, ale to był moment, kiedy trener wolał stawiać na doświadczonych piłkarzy – tłumaczy 61 lat kończy Gary Lineker, piłkarz, który po skończeniu gry w piłkę radzi sobie nawet młodego pokolenia kibiców jest głównie gościem, który reklamuje chipsy, a nie byłym świetnym piłkarzem. – Okazjonalnie, gdy wydarzy się coś istotnego, czyli któryś z piłkarzy, tak jak swego czasu Wayne Rooney, prześcignie mnie w klasyfikacji strzelców wszech czasów reprezentacji, dziennikarze pytają mnie, czy mi nie przykro, że ktoś pobił mój rekord. Odpowiadam wtedy, że wręcz bardzo się cieszę, bo dzięki temu media przypominają ludziom, że ja też grałem w tę cholerną grę! – opowiadał swego czasu Gary Lineker. Może i legenda angielskiego futbolu nie jest kojarzona przez młodych, ale on ma się bardzo dobrze. Dziś kończy 61 pewno ich nie zmarnował. Nie ma drugiego zawodnika, o którym można powiedzieć, że miał dwie kariery i ta druga, po zakończeniu gry w piłkę, jest nawet większa. Owszem, Lineker strzelił dla Anglii 48 goli, ale nic z nią nie osiągnął. Owszem, zdobył z Barceloną i Tottenhamem puchar krajowy, ma na koncie Puchar Zdobywców Pucharów, ale to tylko epizody. Owszem, był królem strzelców mundialu w 1986 roku, ale wtedy Anglicy odpadli wtedy już w ćwierćfinale z Argentyną po pamiętnym oszustwie (gol strzelony ręką) i magii (rajd przez pół boiska) Diego Maradony. Za to teraz jest prawdziwą gwiazdą telewizji i najlepiej zarabiającym prezenterem stacji BBC (1,35 mln funtów rocznie). Od wielu lat prowadzi w niej kultowy program „Match of The Day”, w którym wraz z zaproszonymi gośćmi w każdy sobotni wieczór podsumowuje wydarzenia z boisk Premier League. Jeszcze do niedawna dorabiał w BT Sport jako gospodarz studia Ligi Mistrzów, ale w maju tego roku, po sześciu latach, postanowił zrezygnować z tego zajęcia, by – jak sam wyjaśnił – polatać z synami na mecze swojego ukochanego Leicester w Lidze Kosowski widziałby znów Kamila Grosickiego w do Grosika – czy należy mu się powołanie? Nie zdziwiłbym się, gdyby Paulo Sousa je do Szczecina wysłał. To piłkarz sprawdzony w kadrze, ma minuty, gole asysty, kibice go uwielbiają. W reprezentacji zawsze dawał z siebie 110%. Jeśli spojrzymy na dorobek innych skrzydłowych to ten nie jest okazały. Tymoteusz Puchacz i Przemysław Płacheta nie grają, a Kamil Jóźwiak asystuje i strzela w klubie od wielkiego dzwonu. Szkopuł w tym, że nasz selekcjoner nie ma czasu na kolejne eksperymenty. W ostatnich miesiącach skład reprezentacji Polski się ugruntował i raczej nie dojdzie do większych zmian przed barażami. Poza tym powołaniem Grosika Sousa przyznałby się do błędu, a jak wiemy, on raczej tego nie – Górnik w Pucharze Polski… Zanosiło się na wielkie emocje, ale meczu nie będzie. Nie wiadomo też, czy zespół z Gliwic zagra w weekend z Radomiakiem. Sprawił to wysyp pozytywnych wyników testów na koronawirusa wśród udało nam się dowiedzieć, wczoraj zakażonych piłkarzy było ok. dziesięciu, ale liczba ta może się jeszcze zwiększyć, gdyż nie wszystkie wyniki testów spłynęły do zainteresowanych. Wiadomość ta zszokowała kibiców jednej i drugiej drużyny, którzy nabywali w ostatnich dniach wejściówki. – To arcyważny mecz. Znamy rangę meczów z Górnikiem, który w ostatnim czasie jest nieźle dysponowany. Przyjedzie tu zespół podbudowany zwycięstwami, ale my za wszelką cenę chcemy nadal grać w pucharze na wiosnę i po prostu pokonać Górnika Zabrze – mówił jeszcze w piątek, po meczu z Niecieczą, kapitan Piasta Jakub Czerwiński. Teraz to już nieaktualne, bo nie wiadomo nawet, czy w weekend gliwiczanie zagrają w Radomiu. Coraz więcej bowiem mówi się, że i ten mecz Piast będzie chciał przełożyć. Nie wiadomo, czy Ekstraklasa zgodzi się na taki wniosek, bo do tej pory było tak, że „pozytywni” piłkarze byli izolowani, a reszta grała. Ale co w przypadku większej liczby zakażeń? Nie wiadomo. Cóż, trzeba poczekać na rozwój sytuacji. I tylko z Radomia dopływają wieści jakoby nie byli tam za przełożeniem o wysiłku sportowców. Inspiracją do spotkania w siedzibie katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego było niedawne wręczenie doktoratów honoris causa tej Alma Mater wybitnemu fizjologowi, profesorowi doktorowi hab. Janowi Chmurze oraz słynnemu trenerowi piłkarskiemu Antoniemu Piechniczkowi. W wykładach, jakie wygłosili przy tej okazji wyróżnieni, padło wiele ważkich słów i tez, które aż prosiły się o rozwinięcie, dopowiedzenie, rzucenie na szersze tło… Okazja ku temu nastąpiła, choć tematów i wątków pojawiło się tyle, że wystarczyłoby na wiele kolejnych wymian zdań. Oprócz wspomnianych Jana Chmury i Antoniego Piechniczka w spotkaniu uczestniczyli: były rektor katowickiej AWF profesor dr hab. Adam Zając, profesor tejże uczelni Władysław Szyngiera oraz dr hab. Paweł Chmura i dr hab. Marek Konefał, profesorowie wrocławskiej Grygierczyk: – Nie sposób nie zacząć od przypomnienia tego fascynującego faktu, że profesor Jan Chmura, w wieku 63 lat, zaczął z powodzeniem biegać maratony. Ma ich na koncie 24, w najróżniejszych warunkach, od przejmującego zimna po nieznośne upały, z wszelkimi wiążącymi się z tym ryzykami. A w wieku 65 lat w Hanowerze pobił rekord życiowy wynikiem 3:25,57 godz. To niesamowity eksperyment, który świadczy o tym…Jan CHMURA: – … że granice ludzkich możliwości są niewyobrażalne, bez względu na wiek i są one nadal nieodkryte. W czasie każdego biegu maratońskiego prowadziłem na własnym organizmie, w wieku seniora, wiele badań fizjologicznych, miedzy innymi: jak reagują serce, mięśnie, mózg, na długotrwały wysiłek w ekstremalnych warunkach klimatycznych, na różnych kontynentach i wyspach największych oceanów. Najważniejsze w tych badaniach było przełamywanie bariery zmęczenia w mózgu. Nikt dotychczas nie przeprowadził takiego eksperymentu. W walce o jak najlepszy wynik, w każdym maratonie, przeżyłem wiele skrajnych kryzysów i dramatycznych chwil. Np. od drastycznego wychłodzenia organizmu na Antarktydzie – gdzie płyn w bidonach zamarzał, do bardzo niebezpiecznego przegrzania organizmu w RPA w Johannesburgu i na równiku na Malediwach – gdzie temperatura wewnętrzna ciała sięgała 42 stopni Celsjusza. Przekroczyłem także punkt krytyczny odwodnienia organizmu w Rio de Janeiro w Brazylii i w Honolulu na Hawajach, pomimo systematycznego nawadniania organizmu. Doświadczyłem także skrajnego wyczerpania glikogenu mięśniowego na Kole Podbiegunowym w Tromso i na Alasce. Wyniki badań wykazały, że co najmniej dwukrotnie przekroczyłem „wentyl bezpieczeństwa” i otarłem się o śmierć. W przełamywaniu bariery zmęczenia w mózgu, w mięśniach oraz każdego kryzysu, pomagały mi siła ducha i – Pokazuje to potencjał tkwiący w organizmie człowieka, niekoniecznie młodego. Tu przechodzimy do pojęcia, które profesor Chmura w trakcie swojego wykładu bardzo mocno eksponował, a mianowicie „próg psychomotoryczny zmęczenia”.JCh: – Najogólniej mówiąc jest to obciążenie wysiłkowe i najwyższy poziom tolerancji zmęczenia, przy którym występuje najlepsza sprawność działania mózgu. Przy tym obciążeniu, mówiąc w przenośni, „mózg się otwiera”, występuje maksymalne pobudzenie układu nerwowego. Otwierają się i działają na najwyższym poziomie ośrodki kory mózgowej, odpowiedzialne za wybór decyzji, szybkość reakcji, postrzegania i przewidywania, za koncentrację uwagi. Właśnie na taką intensywność wysiłku, na taką stymulację, mózg oczekuje na każdym treningu i w każdym meczu. Przekroczenie obciążenia progowego powoduje gwałtowne pogorszenie sprawności działania – Jak przekłada się próg psychomotoryczny zmęczenia na efektywność rozgrywanego meczu?JCh: – Piłkarz grający z intensywnością progową szybciej postrzega daną sytuację, podejmuje optymalne decyzje, szybciej przewiduje ruch przeciwnika i współgracza, osiąga najwyższą sprawność działania i pełny komfort psychomotoryczny, gra koncertowo. Stosowanie obciążeń na progu psychomotorycznym, pozwala na przełamywanie kolejnych barier ludzkich możliwości i wydobywanie ogromnego potencjału z mózgu. A w konsekwencji na przesuwanie bariery zmęczenia w ośrodkowym układzie nerwowym w kierunku coraz większych obciążeń. W praktyce oznacza to, że zwiększa się tolerancja mózgu na narastające zmęczenie w czasie rozgrywanego meczu. To przekłada się na rozwijanie większej skuteczności i dynamiki – Właśnie tego oczekują – Oczywiście. Pomimo niepodważalnego faktu, sztaby szkoleniowe nadal obawiają się stosowania wysokiej intensywności progowej tolerowanej przez mózg, aby nie przeciążać zawodników. To wielki błąd. Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że obciążenie tolerowane przez mózg, a także przez mięśnie, przy równoczesnym zastosowaniu optymalnych przerw wypoczynkowych, nie wywołuje stanów przeciążeniowych. Chcąc wchodzić na wyższy poziom wtajemniczenia sportowego, nie mamy innej drogi jak podnoszenie intensywności wysiłku, ale – z drugiej strony – intensywności, która jest bezpieczna dla zawodnika. Aby ten cel osiągnąć, musimy dzisiaj spełnić dwa warunki – pierwszy: zacząć wyznaczać próg psychomotoryczny zmęczenia – drugi: monitorować obciążenia progowe na EXPRESSTrener Górnika Zabrze, Jan Urban przyzwyczaił do tego, że lubi stawiać na młodych piłkarzy. W meczu z Legią w pierwszym składzie Górnika wybiegł Dariusz Stalmach, który 8 grudnia skończy 16 lat. Młokos zapamięta debiut, bo zabrzanie pokonali mistrza Polski (3:2). W poprzedniej kolejce zagrał kilkanaście minut z Łęczną (2:1).Dla nowego rekordzisty występ w otoczeniu starszych partnerów (od Podolskiego jest młodszy o dwie dekady!) to nie pierwszyzna. Od półtora sezonu grywa w ekipie występującej w Centralnej Lidze Juniorów, a więc w gronie 18-latków. – Być może w pierwszych dniach ktoś krzyknął czasem na niego lekceważąco „młody”, ale wkrótce słyszałem już tylko „Daro”, i to wypowiadane z sympatią – przyznaje Radosław Osadnik, który wespół z Janem Żurkiem, kolejnym admiratorem talentu Stalmacha, prowadzi ekipę Górnika w CLJ. – Widząc jego zaangażowanie w grę, szukanie na boisku nowych rozwiązań, chłopaki w drużynie zaczęli słuchać jego podpowiedzi i patrzeć na niego z uznaniem. Strzela gole, bo uderzenie zza szesnastki też ma niczego sobie – dopowiada Osadnik. Fot. FotoPyK

cristiano ronaldo granice ludzkich możliwości